Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Andersson i jego Udu w Pałacu Poznańskich w Łodzi, 19.10.2013 – relacja!

Richard Andersson z projektem Udu zagrał w cyklu „Jazz w Muzeum”.  Niezaprzeczalnie, znakomicie się sprawdza pomysł na propagację ambitnej muzyki w pięknych wnętrzach pałacu. Ktoś mógłby powiedzieć, że miejsce byłoby idealne dla podkreślenia wyjątkowości jazzu, gdyby nie jego akustyka. Pewnie to prawda, oddająca wiele wydarzeń, których byłem uczestnikiem, jednak tym razem… zagrali bez nagłośnienia, miksując się samemu, w sposób prawie doskonały znajdując odpowieni poziom głośności.  Zapewne rozumiejąc, jak dźwięk się zniekształca w zbyt wysokim pomieszczeniu, na dodatek w otoczeniu zbyt wielu rzeczy, co prawda przepięknych, ale potrafiących zagubić piękno każdej muzyki. W wyniku ich oddziaływania powstają niepotrzebne odbicia, których trzeba unikać. A im udało sie więcej, gdyż trzeba przyznać, że potrafili skorzystać z całego bogactwa pałacowej sali, szukając inspiracji we wszystkich jej szczegółach. Tworzyli coraz piękniej, choć mogłoby się wydawać, że dopracowane utwory mają ustaloną nie tylko formę, ale także brzmienie. Przecież, dopiero jedność tych dwóch elementów nadaje zespołowi niepowtarzalny charakter, który nie powinien podlegać jakimkolwiek zmianom. Mistrzostwo jednak w tym, by w pewien sposób ulegać przestrzeni, a nie próbować ją zmieniać, bo dopiero wtedy doskonale ukazuje piękno granej muzyki. Tak właśnie było! 
Ech… mają genialnie napisane kompozycje. Na ich podstawie można uczyć się muzyki, z drugiej strony należy zauważyć, jak dalece wykraczają poza szkolene schematy, które nie wystarczają do rozwinięcia wyobraźni i zrozumienia, czym powinna być prawdziwa istota improwizacji. Jest w nich refleksja, ukryta w prostych schematach i pojedynczych dźwiękach, dajacych czas na zebranie myśli – o czym pisałem w zapowiedzi koncertu, w dziale „Tu będę/byłem”:  http://etherjazzu.pl/richard-anderson-przyjezdza-do-lodzi/
W końcu, muszę się przyznać, że uległem zupełnie tej skandynawskiej melancholii. Ktoś jeszcze ją odczuł? Jest przepiękna, choć nie do zrozumienia dla kogoś, kto nigdy tam nie był chociaż przez chwilę. Znowu się zastanowiłem, skąd w nich takie rozmarzenie – niby chłodne, choć moim zdaniem po prostu precyzyjnie przenikające fascynujące harmonie – i stwierdziłem, że odpowiedź nie jest mi wcale potrzebna. Ważne, że intryguje swoją melodią, kóra stanowi podstawę ich tworzenia. Dzięki temu niesamowicie na nas oddziaływuje, wciąga i przenosi w świat, który po raz kolejny zachwyca. 
Ale były też momenty, w których wyraźnie nawiązywali do jazzu amerykańskiego, korzystając przy tym z własnej tradycji, jakby na nowo definiując pojęcie muzyki rozrywkowej.
Zagrali naprawdę na najwyższym, światowym poziomie! I niech żałują ci, których nie było:).

 

Poleć znajomym / udostępnij: