Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Bielska Zadymka Jazzowa: Dianne Reeves doskonała w każdym stylu!

Najpierw miałem iść spać, aby wstać wcześnie i napisać o koncercie Dianne Reeves przy porannej kawie. Nadal rozkoszując się jej występem, pamiętając każdą chwilę tego spektaklu…

Jestem pewny, że potrafiłbym doskonale odtworzyć wszystkie swoje emocje.
Wiem, że pozostaną we mnie na długo, może nawet na zawsze, biorąc pod uwagę przekonanie, że uczestniczyłem w jednym z najlepszych koncertów, jakie miałem przyjemność zobaczyć.

Ale Dianne Reeves nie pozwoliła mi zasnąć, więc postanowiłem napiać od razu. Zaczynając od nagrody Angel Of Jazz, przyznawanej podczas festiwali w Bielsku-Białej.
Wielu wybitnych muzyków zostało nagrodzonych w poprzednich latach, aż wreszcie przyszedł czas na Dianne Reeves!

unnamed

fot: Henryk Malesa

Jak sądzę, docenienie sprawiło jej ogromną radość. Na pewno można było ją wielokrotnie odczuć w kontaktach z publicznością.
Czy wpłynęła także na jej śpiewanie?
Zapewne w jakimś stopniu miała znaczenie, choć raczej jest ono dla niej pasją, pierwszą, prawdziwą miłością, której w całości się oddaje. Stąd genialność interpretacji, doboru odpowiednich środków wyrazu, znajdowania właściwych emocji i zatrzymywania ich pomiędzy wyśpiewanymi słowami.

Ech, zachwycająco potrafi o tej miłości opowiadać. Jakby oddawała za każdym razem nieustającą potrzebę czekania na jej nadejście.
Jak radośnie potrafi się modlić, zachowując przy tym sens prośby o miłość, na dodatek z ufnością, że będzie jej podarowana. I zdaje sobie sprawę, że w tym istota doskonałości – o czym jestem przekonany.

Tymczasem, wcale się nie zdziwię, gdy wielu zapamięta ten koncert ze względu na wspólną zabawę, w którą wciągnęła publiczność. Jak nie na koncercie jazzowym – pomyślałem.
Bo Dianne Reeves zbudowała swoje show z wielu elementów, stylów i gatunków muzycznych.
Zaczynając od klasycznej postaci piosenki, przez równie tradycyjną piosenkę jazzową, następnie afrykańskie rytmy, muzykę kubańską, aż po rap, dający znakomity punkt wyjścia do podziękowania i przedstawienia zespołu.
No dobrze, by było ciekawiej, nadal się zastanawiam, czy nie było też odrobiny rytmów ska, lecz wszystko tak szybko od pewnego momentu łączyło się ze sobą, że nie dało się wychwycić wszystkiego.

Tak czy inaczej, kiedy usłyszałem wpływy afrykańskie, natychmiast pomyślałem, że wielu wokalistkom na czarnym kontynencie brakuje takiej perfekcji i świadomości, że śpiewanie może być formą sztuki.
Po chwili zrozumiałem, że moje spostrzeżenie jest zaledwie fragmentem większej układanki, bowiem dla Dianne Reeves było ważniejsze, jak muzyka różnych regionów przenika siebie nawzajem.

Niesamowicie płynnie afrykańskie rytmy zostały zamienione na kubańskie granie, po czym powróciło brzmienie typowo amerykańskie – chwilami na pograniczu tego, co jeszcze można nazwać jazzem – doprowadzając wreszcie do wspomnianych śpiewów z polskimi fanami, którzy przyszli się z nią spotkać.

Jeszcze przepięky duet z bębniarzem, jak swoistego rodzaju rozmowa, z której przeszła do podziękowań i…
na bis ostra gitara, podkreślająca jeszcze bardziej, że dzisiejsza muzyka naprawdę nie zna granic.
No dobrze, wcześniej na bis zaśpiewała prawdziwie jazzowo, aby każdy mógł się poczuć usatysfakcjonowany:).

A w każdym stylu pokazała swoją doskonałość.
Tak to się robi – drodzy wokaliści jazzowi, soulowi, a nawet raperzy i rockowe gwiazdy!
Tak to robią anioły – proszę państwa.

I jeszcze historia, którą opowiedziała podczas jedengo z końcowych utworów.
O tym, że kiedyś pewna dziewczynka słuchała ciagle płyt, bez względu od kogo je otrzymała, a także bez względu na styl czy gatunek muzyki.
Aż pewnego razu dostała album „Papaya” – zaśpiewała przepięknie fragment tego utworu, wplatając go w swoją melorecytację.
I dziewczynka zaczęła marzyć, że będzie śpiewać. Warto więc marzyć – dodała Dianne Reeves, żegnając się z nami.

Poleć znajomym / udostępnij: