Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Byli, jak wściekli i szybcy, albo chcieli coś, bądź komuś udowodnić – relacja!

http://etherjazzu.pl/marek-napiorkowski-trio-zaduszki-jazzowe-w-bajkonurze/

Link przypomina moją zapowiedź koncertu Marek Napiórkowski Trio, z kolei tytuł relacji oddaje, co rzeczywiście się działo w Bajkonurze, 31.10.2013.
Może nie chodziło konkretnie o emocje, kojarzące się raczej negatywnie, jednak na pewno nie miała znaczenie tylko i wyłącznie genialna technika grających: Marka Napiórkowskiego, Roberta Kubiszyna, Cezarego Konrada.
Aby grać fusion w sposób przynajmniej nowoczesny, jeśli nie odkrywczy, trzeba mieć więcej niż pomysł, czyli swój niepowtarzalny styl, a także doświadczenia otwierające kolejne pokłady wyobraźni. Inaczej, niestety się okaże, że mamy do czynienia na przykład ze zwykłym fusion, które nie nudzi najwierniejszych miłośników tego gatunku, lecz pozostałych nie zachwyca w dzisiejszych czasach.
Dziś muzyka improwizowana korzysta z rockowej siły dźwięku, a nawet hard-rockowego brzmienia, przy czym wykracza poza ramy jednego obszaru muzyki, stając się chwilami prawdziwą awangardą. To prawda, że ona zawsze istniała, stanowiąc ważny element rozwoju nie tylko jazzu, lecz po kolei…

Marek Napiórkowski Trio stanowi zespół trzech osobowości, z których każda istnieje odrębnie, grając różnorodną muzykę. Mogą więc razem tworzyć bez ograniczeń. Zwrócę uwagę, że nie polega to na zwyczajnym oddawaniu sobie miejsca na scenie, a prawdziwym zespoleniu, dzięki któremu uwalnia się miedzy nimi energia, dodająca im przysłowiowych skrzydeł.

Nazwa zobowiązuje, czyli gitara ma uzasadniać istnienie takiego składu. Jednak wielokrotnie to Marek Napiórkowski jest inspirowany przez pozostałych muzyków, a nawet pozwala sobie czekać, jakby mrużył oko do nich, oczywiście sprawdzając, co jeszcze zagrają.

Myślenie o melodii ma ogromne znaczenie, determinując ich poszukiwania w trakcie improwizacji. A to oznacza, że choć się wydaje, iż umykają daleko od tematu, wszystko mają pod kontrolą. Inaczej z przeżyciami, dającymi podstawę do uruchomienia wyobraźni. Wyrzucają z siebie wiele emocji, pewnie wielokrotnie zaskakując podczas solowego grania.
I nie zawsze chodzi o szybkość tego grania. Trio potrafi tak samo zachwycić pejzażami, kolorowymi plamami, czy momentami z gitarą akustyczną, w których chyba najwyraźniej można usłyszeć, jak doskonale instrumenty potrafią ze sobą rozmawiać.

W końcu, po kolejnym wyciszeniu, uderzają jeszcze mocniej, udowadniając raz za razem, że określenie fusion ma znaczenie, jako właściwa podstawa, dzięki której nadal są rozpoznawalni, na dodatek dzięki czemu wciąż wiedzą skąd się wywodzi ich muzyka. Bo znać swoje pochodzenie jest rzeczą najważniejszą w życiu człowieka. W takim razie jest także nieodzowną cechą profesjonalizmu, w każdym jego aspekcie.

Uff, wreszcie czas na awangardę, bo mają wszystkie atuty, by nie bać się przekraczać granice…
Można z niej skorzystać, jeśli istnieje potrzeba wyrażenia przez chwilę aż tak konkretnych stanów emocjonalnych, ale nie trzeba, skoro tyle ciekawości w tym zwyczajnie pięknym graniu. Tyle w nim radości, zabawy i uniesienia. Po co utrudniać słuchającym, czy nie lepiej komunikować się zrozumiałym dla wszystkich językiem, mając tak wiele do powiedzenia?
Przypuszczam, że chcieli po raz kolejny nam udowodnić, że faktycznie jakakolwiek forma ich nadal nie zamyka.
Proszę powrócić do wydanych albumów, podpisanych jako Marek Napiórkowski Trio. Proszę usłyszeć dokładnie to samo silne uderzenie, które nie pozostawia w uszach wątpliwości, że wszystko się wokół na chwilę zmienia. Jednych podnosi ta siła, innych wbija w krzesła, albo każe szukać harmonii, w obawie, że tracą grunt pod nogami. Tak było w Bajkonurze tym razem!

A w najbliższy poniedziałek, w audycji Jazzy Monday, rozmowa z Markiem Napiórkowskim o nowej płycie „Up” – zapraszam do posłuchania.

Poleć znajomym / udostępnij: