Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Elektroniczne marzenia i taka sama rzeczywistość, czyli Event Horizon.

„Event Horizon” to najlepszy przykład, czym tak naprawdę jest dzisiejsza muzyka improwizowana.
Złożeniem wielu gatunków i stylów muzycznych, których spoiwem ma być potrzeba chwili, decydująca o sposobie wypowiedzi danego twórcy. I jakże często, coraz częściej, artysta wspomaga się elektorniką, która nie tylko staje się jednobarwną, czy wielobarwną plamą, dającą możliwość łatwego zagubienia wszelkich podziałów. Tak naprawdę owa elektronika perfekcyjnie łączy wszystkie elementy w jedną spójną całość, stając się prawdziwie wysmakowaną kompozycją.

Tym różnią się wszelakie eksperymenty, podejmowane niekoniecznie przez wykształconych muzyków, od dzieła koncepcyjnego, mającego swoje podstawy w mniej czy bardziej rozwiniętym zapisie nutowym.

Pozornie też może się wydawać, że elektronika ułatwia tworzenie muzyki, jednak spójrzmy na to zagadnienie z innej perspektywy. Moim zdaniem trzeba mieć naprawdę wiele nie tylko muzycznych doświadczeń, aby w sposób ciekawy, wręcz wciągający opowiedzieć swoją historię. Trzeba niemałej wyboraźni, aby odpowiednio operować kolorami, narastającym bądź spadającym w odpowienich miejscach napięciem, a przy tym wciąż pamiętać o zachowaniu właściwego tempa narracji.

Może od początku… najpierw należy znaleźć pomysł na opowieść. Skąd się on bierze? Trzeba mieć mnóstwo poukładanych przemyśleń, z przeświadczeniem, jaka mądrość z nich rzeczywiście wynika nie tylko dla nas samych. To nie oznacza, że od razu trzeba wiedzieć, dokąd nas to wszystko doprowadzi. Zakładam, że koncepcyjna płyta może stać się podróżą bez końca. W takim przypadku jedynie oczekuję, że będzie mi dane zauważyć, iż mam do czynienia ze świadomym zabiegiem, mającym na celu uruchomienie mojej wyobraźni. Dzięki temu będę mógł wyruszyć dalej – nie zatrzymujac się ani na moment – własną drogą.

Następnie powinno się wyznaczyć czas trwania takiej opowieści, aby odpowiednio podobierać środki wyrazu, a nawet wręcz z matematyczną dokładnością zmierzyć ich różnorodność i wielość. Mają bowiem wzbogacać poszczególne utwory, nie dajac przy tym wrażenia jakiegokolwiek przesytu.

W końcu nie wolno ograniczać samego procesu produkcji. Istotą elektronki jest brzmienie, które nadaje oryginalności tworzonej muzyce.

To tak, pokrótce, bez wchodzenia w szczegóły i rozpisywania się w temacie, czego bym oczekiwał od elektronicznych, wszechobecnych improwizacji.

Od płyty Gniewomira Tomczyka i Andrzeja Mikulskiego „Event Horizon” nie wymagam czegoś ponad to, co na niej usłyszałem. Zachywca mnie każdy najmniejszy element, bezsprzecznie użyty z niesamowitą świadomością, a także perfekcyjne pod każdym względem proporcje, wpływające na kształt całej tej suity.

Równie świadomie pozostawię ten tekst trochę nie skończony, nie odpowiadając na dwa podstawowe pytania:

1/ czy jest to płyta jazzowa? – proszę posłuchać pojawiających się pomiędzy elektroniką i wokalnymi melorecytacjami niezwykle urokliwych popisów instrumentalistów, które czasami są jak rozmowa, chwilami jak dobiegające do nas głosy z przeszłości albo przyszłości, tak czy inaczej z dalekiej przestrzeni.

2/ o czym jest ta historia? – podam tylko kilka tytułów, aby trochę przybliżyć: „First Contact”, „Dreaming Of Love”, „Chopin’n’bass” (zdradzający osobistość tej płyty), „Eden”, czy ostatni „Speculum”.

Teraz proszę samemu się domyślić, o czym jest ta płyta, a najlepiej jej posłuchać.
A potem proszę kontynuować podróż, wybierając odpowiedni dla siebie kierunek. Jednak bez względu dokąd państwo będą zmierzać, jestem pewny, że wszysycy kiedyś się spotkamy w miejscu, do którego chcieliby nas zaprowadzić twórcy „Event Horizon”.
Do posłuchania więc i zobaczenia:)

Poleć znajomym / udostępnij: