Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Jazz Lotos Festival Bielska Zadymka Jazzowa – z Galą Polskiego Jazzu!

To znakomity pomysł, by organizować Galę Polskiego Jazzu na jednym z najbardziej rozpoznawalnych festiwali jazzowych w tym kraju. Powiem więcej, znanym i cenionym na całym świecie, co jeszcze bardziej podkreśla znaczenie tego typu wydarzeń.

Bo przecież mamy kim i czym się chwalić, podkreślając wkład poszczególnych polskich artystów w rozwój muzyki jazzowej. Dlaczego więc tego nie robić, nie uświadamiać sobie i innym, jak wiele zrobiliśmy dla współczesnej muzyki improwizowanej, która nieustannie się rozwija dzięki kolejnym pokoleniom.

No właśnie, jak ważne dla tych młodych ludzi staje się poszukiwanie wzorców, opieranie się na naszej tradycji? Postrzegam dzisiejszą muzykę improwizowaną, jak konglomerat stylów i gatunków, a także inspiracji pochodzących z różnych kultur, potrafiących w jednym wręcz dziele nakładać się na siebie, jakby od zawsze stanowiły jedność. A to raczej wskazuje na odchodzenie od myślenia: jestem stąd…

Kończąc ten przydługi wstęp, chciałbym zauważyć, że w takiej sytuacji coraz większe znaczenie ma pokazywanie wszystkim, jak wiele potrafimy w oparciu o wspomnianą tradycję. I podzielę się refleksją. Otóż z „muzyką totalną” – czyli współczesną improwizację, którą pozwalam sobie tak nazywać – mamy do czynienia już od jakiegoś czasu. I choć się wydaje, że minęło wiele lat od momentu jej powstania, jak mi się zdaje, twórcy niezwykle szybko uświadomili sobie, czym jest ich tożsamość, bez której…

Zapewne w ogóle ma to związek z historią rozwoju muzyki, ukazującą, jak często pojawia się potrzeba powrotu do „korzeni”, znalezienia odpowiedzi, co może mnie wyróżniać, a co za tym idzie odnalezienia „własnej prawdy”.

Nie muszę więc bardziej uzasadniać znaczenia takich międzypokoleniowych spotkań, a tym bardziej sensu organizowania Gali Polskiego Jazzu na Bielskiej Zadymce Jazzowej, która powinna być swoistego rodzaju pomostem, łączącym przeszłość z teraźniejszością.

I jest dzięki temu…

…a przede wszystkim dzięki Leszkowi Możdżerowi, bohaterowi tegorocznej gali.

Najpierw otrzymał Anioła Jazzowego, nagrodę przyznawaną wybitnym postaciom polskiego jazzu, po czym zaprosił na scenę młodych ludzi oraz gości, z którymi bawił publiczność przez ponad trzy godziny :).

Tak, bawił… cenię Leszka Możdżera zarówno za muzykę, którą tworzy, jak również umiejętność odnalezienia odpowiedniej, przystępnej formy, dzięki której ma szansę docierać nie tylko do wytrawnych słuchaczy muzyki jazzowej. Takie flirtowanie z pop-kulturą jest niezwykle cenne, jeśli ktoś naprawdę ma coś wartościowego do przekazania.

U niego chyba nie musi być wszystko idealnie zagrane, co nie oznacza, że nie dba o szczegóły swojego koncertu. Raczej zależy mu na przekazywaniu prawdziwych emocji, interakcji, stawianiu pytań i poszukiwaniu odpowiedzi. Być może w tym właśnie należy upatrywać jego otwartości na młodych ludzi, z którymi postanowił zagrać podczas Gali Polskiego Jazzu. W tej ciekawości, co mu odpowiedzą, czym zaskoczą, co nowego w nim samym odkryją.

Jedno jest pewne, żeby z nim zagrać, trzeba pochwalić się nie tylko swoimi umiejętnościami, ale również zaintrygować osobowością – nie muszę pytać Leszka Możdżera, by wiedzieć – odczuć – że dla niego to podstawa współtworzenia.

W Bielsku-Białej obok niego wystąpili: Piotr Chęcki – saksofon, Sławomir Koryzno – perkusja, Krzysztof Słomkowski – kontrabas, Rafał Różalski – kontrabas.

Dwa kontrabasy w składzie to niezbyt częsty przypadek, zapowiadający, że może być niezwykle ciekawie. I faktycznie przyszedł taki moment, gdy stanowiły jeden organizm. Z jednej strony rytmika, nie pozwalająca usiedzieć publiczności, z drugiej radość na twarzach tych dwóch instrumentalistów, udzielająca się całej widowni. Sprawili, że wszystko zaczęło pulsować w tym samym rytmie, a takich doskonałych momentów podczas koncertu było o wiele więcej.

Na dwa zwrócę szczególną uwagę, przedstawiając również gości Leszka Możdżera, których zaprosił na scenę: Dorota Miśkiewicz – wokal, Adam Pierończyk – saksofon, Dominik Bukowski – wibrafon, Przemysław Dyakowski – saksofon.

Dzięki nim mieliśmy do czynienia z pięknym, klimatycznym fragmentem wieczoru, a na zakończenie z kompletną zabawą, w której wzięła też udział publiczność.

W tym sens – pomyślałem. To najlepszy pomysł na Galę Polskiego Jazzu, stworzyć muzyczny spektakl, pokazując na niej wszystkie swoje inspiracje. Czy nie o to chodzi w takim koncercie?

Na zawsze pozostanie mi w pamięci duet Leszka Możdżera z Adamem Pierończykiem. Uduchowienie w najczystszej postaci, kształtujące materię i przestrzeń, w której wszyscy nagle się znaleźliśmy.

Trzeba idealnej precyzji, by odtworzyć w jednym krótkim momencie swoją emocję, odpowiadając zarazem na emocję partnera. Już nie chodzi jedynie o czystość każdego pojedynczego dźwięku i dopracowaną barwę. Znalazłem w tym ponadprzeciętne wysublimowanie, jakby wręcz nadludzkie, pochodzące z innego świata.
A rozmowa taka zwykła między nimi… jakby w niedopowiedzeniach, a jednak ciągłości, pozwalającej odkrywać piękno powstających po sobie melodii. Trudna rozmowa, zarówno technicznie, jak również biorąc pod uwagę wspomniane emocje. Ale chociaż odczuwało się ten ładunek emocjonalny, słuchało się tej muzyki z jakąś lekkością, czy nawet powiedziałbym delikatnością. Przyznaję, niesamowite wrażenie.

A kiedy pod koniec spektaklu brakowało już tylko zwyczajnej zabawy, pojawiła się Dorota Miśkiewicz, która rozśpiewała Teatr Polski w Bielsku-Białej. Niezastąpiona w takich momentach – trzeba przyznać. Już dawno nie miałem tak silnego wrażenie, że ten jazz nadal na nią tak wpływa, że unosi bezwiednie, dając niesamowity feeling. A z drugiej strony było widać, że ewidentnie przez cały czas nad nim panuje, wiedząc, że może zrobić z nim wszystko. To się udziela za każdym razem muzykom i widowni, doprowadzając do prawdziwego szaleństwa. Brawa, i po Gali Polskiego Jazzu.

Mógłbym jeszcze się rozpisywać na temat gwiazd, a zwłaszcza Joey DeFrancesco Trio, na którego występ zapraszam za każdym razem, będąc pewnym, że nigdy się nie nudzi.

O rany, jak klimatycznie zaśpiewał…

Pozostawię jednak ważność Gali Polskiego Jazzu, poświęcając tylko i wyłącznie temu wydarzeniu mój wpis na blogu – zgodnie z zainteresowaniami Etheru Jazzu, powołanego przede wszystkim do opisywania polskiej muzyki, koncertów i festiwali mających miejsce w Polsce.

Wracając więc na nasze podwórko – tak trzymać „Zadymiarze”! Już czekam na następną Galę Polskiego Jazzu.

Poleć znajomym / udostępnij: