Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Jesteś poza jakimkolwiek czasem, gdy gra Wacław Zimpel Quartet.

Moją relacja z koncertu Wacław Zimpel Quartet, który odbył się podczas „Igrzysk Wolności” w Łodzi http://etherjazzu.pl/igrzyska-wolnosci-juz-w-tym-tygodniu-w-lodzi/, powinna się rozpocząć od rozmowy z liderem tej formacji.

Proszę posłuchać, aby nie tylko poznać wszystkie podstawy, na których opiera swoje myślenie o muzyce, zrozumieć złożoność i zarazem prostotę formy, która wynika z tych fascynacji, ale przede wszystkim poczuć, czym rzeczywiście jest dla niego tworzenie.

Już chwilę po zakończeniu koncertu stwierdziłem, że naprawdę wszystko, o czym mówił Wacław Zimpel w wywiadzie, w pełni określa muzykę, którą improwizuje na scenie. Zrozumiałem, że właściwie nic nie trzeba dodawać, wystarczy zwyczajnie oddać swoje emocje, pozostawiając w kilku miejscach niedopowiedzenia dla zachowania intymności przeżyć innych uczestników tego wydarzenia.

Jakbyśmy nie rozmawiali ogólnie o jego twórczości, a podczas rozmowy po prostu streszczał, chwila po chwili, co się wydarzy tego wieczoru. Powiem więcej, jakby wiedział, jakie emocje wywoła swoim graniem, łącząc ze sobą tematy medytacji i poszukiwania własnego, zrozumiałego języka muzycznego.

To prawda, widziałem różne reakcje słuchających, którzy w tym samym momencie potrafili zupełnie zamykać się w sobie, albo wręcz przeciwnie, uwalnić swoją energię, choć nadal się wydawało, że starają się panować nad swoim zachowaniem.

Chodziło raczej nie o samokontrolę, ale pewnego rodzaju skupienie, które charakteryzowało zarówno jednych i drugich.
Przedziwne, bowiem to może oznaczać, że Wacław Zimpel swoimi pięknymi melodiami zatrzymywał wszystkich w tym stanie, choć przecież mogli poczuć się zawiedzeni, licząc na bardziej wyrafinowaną formę improwizacji.

Muzyka komercyjna straciła bardzo zdolnego kompozytora, który mógłby napisać nie jeden przebój, za to muzyka improwizowana staje się bardziej przystępna i zrozumiała – pomyślałem, uśmiechając sie po cichu i uznając, że moja myśl stanowi jakiś dziwny efekt zrelaksowania muzyką.

Tym razem mieliśmy okazję posłuchać, jak gra Wacław Zimpel, przede wszyskim na klarnecie, ale również na swoich przepięknie brzmiących, indyjskich instrumentach, o których wspominał w wywiadzie, a także Ksawery Wójciński na kontrabasie, Klaus Kugel na perkusji oraz Krzysztof Dys na instrumencie klawiszowym.

I aby nikt nie miał wątpliwości, koncert nie był jedynie oparty na poszukiwaniu melodii, ale wielokrotnie mieliśmy również do czynienia z dalece rozwiniętą improwizacją. Tak naprawdę, stanowił spójną całość, w której jedno wynikało z drugiego, perfekcyjnie wskazując kierunek podążania, aby nikt się nie zagubił w tej długiej, pełnej przeróżnych emocji suicie.

Było więc narastające napięcie, doprowdzające do kompletnego zgiełku, po czym pojawiał się wciągający, przedłużający się rytm, a chwilę później piękna melodia, która nas zachwycała, natychmiast przenosząc w mniej, bądź bardziej poznane rejony tego świata… tak czy inaczej, byliśmy poza jakimkolwiek czasem – tego jestem pewny! I w ogóle bym się nie zdziwł, gdyby ktoś jeszcze tam pozostawał:).

Poleć znajomym / udostępnij: