Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Judyta Pisarczyk odkryła dla siebie jazz. Uwierzcie, że nie tylko dla siebie i posłuchajcie…

Jest wiele rzeczy odzwierciedlających nasze przedziwne zamiłowanie do przeszłości, w której potrafimy zupełnie się zatracić. Może nie każdego to dotyczy, albo nie każdego w takim samym stopniu, jednak jestem pewny, że wszyscy nagle i niespodziewanie możemy poczuć inspirację czymś prawie zapomnianym, a na pewno niewspółczesnym.

Nie tracąc czasu na zastanawianie, skąd w nas się bierze tyle sentymentalizmu, zwróćmy uwagę na proces, który następuje od tego momentu w naszym wnętrzu, bowiem ma kluczowe znaczenie dla dalszego postrzegania otaczającej nas rzeczywistości.

Od tego momentu, czyli chwili, gdy zaczynamy świadomie rozumieć, czym jest w istocie wspomniana inspiracja. Od chwili, gdy decydujemy, jaką drogą chcemy dalej podążać.

I zróbmy to na przykładzie Judyty Pisarczyk, młodej wokalistki jazzowej, która wydała płytę koncertową w Polskim Radiu.

judyta

Jak twierdzi Judyta Pisarczyk, najbardziej znaczącymi postaciami są dla niej Ella Fitzgerald i Dee Dee Bridgewater. Odkrycie tak wielkich osobowości musiało wywrzeć niesamowite wrażenie na młodziutkiej, uzdolnionej wokalnie dziewczynie, dopiero poszukującej swojej muzyki. Na dodatek w ogóle nie myślącej o jazzie, raczej o muzyce soul czy r’n’b.

Tak, wywarło na pewno. To słychać w interpretacjach poszczególnych piosenek, by wymienić „Moanin”, „Take Five”, „Body And Soul”, „Spain”, „How High The Moon”.

Teraz następuje najciekawsze. Zainteresowanie starym dobrym jazzem nie wygląda w jej przypadku na zwykłą przygodę, przelotny romas z jeszcze jednym stylem muzycznym, a raczej na znalezienie swojego miejsca, naturalnego środowiska, w którym Judyta Pisarczyk czuje się komfortowo.

I nagle, gdy śpiewa, przestaje mieć znaczenie, na kim się wzoruje, z jakich gatunków muzycznych składa się jej piosenka, a tym bardziej, na ile nowoczesną muzykę wykonuje. Zabiera nas po prostu w swój intymny świat, zachwycając jego głębią i kolorystyką.

Jest niezwykle prawdziwa w tej swojej młodzieńczej delikatności, z której wypływają wszystkie emocje, którymi nieustannie emanuje. Nie wstydzi się emocji, ani nie kalkuluje, jak zostaną przez nas odebrane, choć ma świadomość, że być może nie są tym samym, co u wymienionych mistrzyń, z których próbuje czerpać pełnymi garściami.

Przecież jest młoda, bardzo młoda, jak na wokalistkę jazzową, dlaczego więc ma kogokolwiek oszukiwać, udając o wiele dojrzalszą?

Jednak krzywdzące byłoby stwierdzenie, jakoby Judyta Pisarczyk była zbyt młoda na wykonywanie jazzu. Jej interpretacje dalekie są od naiwności, czy choćby jakiejś niepewności. Wszystko ma doskonale zaaranżowane, dopracowane w najmniejszym szczególe. Do tego dysponuje wystarczającym już dzisiaj warsztatem wokalnym, by ze swobodą korzystać z przeróżnych technik śpiewania, potrzebnych również podczas improwizacji.

Powiem więcej, doskonale sobie radzi z komponowaniem własnych piosenek, takich jak „Find” czy „What If”. Bez dwóch zdań, z jednej strony najlepiej oddających jej wokalne umiejętności, z drugiej strony pokazujących ponadprzeciętną wyobraźnię, a przede wszystkim osobowość.

Judyta Pisarczyk będzie zachwycać latami – mam nadzieję, a nawet jestem o tym przekonany. Już czekam na kolejne jej piosenki…

Aha, jeszcze jedno, niezmiernie mnie cieszy, że sentymentalność wynika z pewnego rodzaju wrażliwości, a nie wieku, za co bardzo jej dziękuję:).

Poleć znajomym / udostępnij: