Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Kiedy Ibrahim Maalouf kończył swój koncert, słyszałem wołanie „chcemy tańczyć”.

Ibrahim Maalouf wystąpił w warszawskiej Stodole przede wszystkim z nowym materiałem, który niebawem pojawi się na płycie.
Niezmiernie się ucieszyłem, gdy przyznał, że po raz pierwszy zaprezentuje publiczności nowe kompozycje. I nie dlatego, że jestem znudzony kolejnymi wersajmi tych samych utworów, ale mając nadzieję, że poznam jakieś nowe oblicze tego artysty.
Od jakiegoś czasu twierdzę, że Ibrahim Maalouf jest obdarzony o wiele większym potencjałem, niż nam się wydaje. Być wymagającym wobec niego nie oznacza przy tym pragnienia, aby zupełnie się zmienił. Po prostu czekam, aż zacznie w pełni wykorzystaywać wszystkie inspiracje, które ewidentnie go dotykają. W gąszczu roztańczonej elektroniki chowa bowiem tyle elementów, że nic tylko uruchomić wyobraźnię.

Uruchom jeszcze bardziej wyobraźnię – pomyślałem.

W zamian dostałem uderzenie perfekcyjnego fusion, które w jednej chwili może wręcz zmieść wszystko z powierzchni ziemi. Gdyby tylko po to było potrzebne, pewnie od razu byłoby po koncercie, ale sedno sprawy tkwi właśnie w tej niesamowitej perfekcji.

Już dawno nie miałem okazji i przyjemności być na koncercie art rockowym. Tak, tak… tak to zabrzmiało. Powiem szczerze, myślałem, że przestał mnie fascynować ten styl muzyczny, ale to nieprawda. Problem w tym, że zapewne przez lata niewiele się zmieniało w tej muzyce, więc od niej odszedłem. Tymczasem wystarczył jeden moment pomiędzy perkusją a basem, zamknięty w ramach przepięknego motywu granego na trąbce, utwierdzający mnie w przekonaniu, jak wiele możliwości daje w dalszym ciągu takie granie.

To oczywiście nie stanowi całej prawdy o muzyce, którą tworzy Ibrahim Maalouf. Na razie opisałem jedynie jej siłę. Ważna jest również elektronika, używana bardzo nowocześnie do stworzenia odpowiedniego nastroju, opowiedzenia historii poprzez malowanie wielobarwnych pejzaży, czy w końcu do roztańczenia wszystkich, bo artysta lubi zwyczajnie się bawić.

Charakterystyczną trąbkę, na której gra Ibrahim Maalouf, pozostawiłem na koniec tego wymieniania, lecz przecież to właśnie na niej opiera swoje kompozycje. Nie musi wykorzystywać jej zbyt często, lecz gdy się pojawia, natychmiast powraca myśl, skąd się wywodzi występujący artysta, jaką muzykę tak naprawdę tworzy.

Trąbkę, na której można grać cwierćtonowo, stworzył dla niego ojciec. Już sama jej barwa oddaje pochodzenie muzyka, nie mówiąc o motywach, do których powraca w swoim graniu.
W jego grze słyszalne są także wpływy muzyki klasycznej – zwłaszcza w długich, rozbudowanych partiach granych na instrumentach elektronicznych – połączone z kompletnym free i współczesną, europejską muzyką elektroniczną.

Nowe utwory są dokładnie zmieszaniem tych stylów. Ibrahim Maalouf nie zrezygnował również z tanecznych rytmów, którymi za każdym razem bawi swoich miłośników. A skoro tak… nie pokazał nowego oblicza i zawiódł moje oczekiwania?

Prawda jest taka, że zaskoczył mnie bardziej niż myślałem. Udowodnił, że pewnie jeszcze długo nie będzie musiał się zmieniać. Mając dopracowaną formę, w którą wkłada różne inspiracje, nadal pozostawia sobie możliwość uznania czegoś za niedoskonałe, aby dalej poszukiwać, zmieniać, odkrywać kolejne przestrzenie do improwizacji.

Bo przecież Ibrahim Maalouf improwizuje. Jego kompozycje są znakomitym przykładem, czym stała się współczesna muzyka improwizowana – pomyślałem.

Na szczęście elektronika przestała zastępować osobistą wypowiedź, a stała się nierozerwalną częścią dialogu.
Albo z drugiej strony łączy wszystkich w zabawie…
Kiedy Ibrahim Maalouf kończył swój koncert, słyszałem głosy „chcemy tańczyć”. To chyba najlepsza recenzja tego, co się naprawdę działo:).

Poleć znajomym / udostępnij: