Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Kolejne wizje artysty – relacja z Jesieni Jazzowej 2013!

Po pierwsze, powyższy tytuł narodził się niespodziewanie w sobotę, dokładnie o godzinie 20.30, a koncert miał miejsce w piątek, o godzinie 20.00. Minęła więc doba…
Na dodatek muzyka, którą będę opisywał w relacji, zabrzmiała podczas tegorocznego festiwalu Jesień Jazzowa w Bielsku-Białej, natomiast nazwa tego artykułu jest niezaprzeczalnie nawiązaniem do „Tomasz Stańko Vision Project”, ale stanowi również kontynuację pewnej dyskusji, odbywającej się podczas „Blog Forum” w Gdańsku. Powiedzmy, że daje odpowiedź na pytanie postawione w rozmowie, próbującej zdefiniować, kim jest współczesny, polski artysta, a kogo powinniśmy określać, jako wykonawcę.
I cieszę się niezmiernie z takiego następstwa czasu, dającego możliwość połączenia tych dwóch tematów, na dodatek pozwalającego poczuć odpowiedni dystans do muzyki, którą zagrał Tomasz Stańko.
Chyba potrzebowałem takiego zastanowienia, aby podjąć się opisania niesamowicie subtelnej formy tej improwizacji, powstałej w składzie: Tomasz Stańko – trąbka, Sylvie Courvoisier – fortepian, Mark Feldman – skrzypce, Mark Helias – kontrabas.

Tomasz Stańko jest artystą kompletnym. Oczywiście, że mógłbym wymienić więcej postaci, dla których wykonawstwo stanowi zaledwie element tworzenia. Jednak, zamiast ich wszystkich wymieniać, za ważniejsze uznaję właściwe uzasadnienie, czym charakteryzuje się osoba, która wyrasta poza ramy odtwórcy.
Wystarczy prześledzić życiorys artystyczny naszego trębacza, by mieć odpowiedni punkt odniesienia i jasność „who is who” w polskiej muzyce.
Pozostawiam każdemu przypomnienie sobie kolejnych etapów w jego twórczości, z osobistą refleksją dotyczącą prawdziwego artyzmu w polskiej muzyce i sztuce.

Kolejne, mistrzowskie wizje powstały jakiś czas temu w Nowym Jorku, gdzie odbyła się premiera „Tomasz Stańko Vision Project” w 2011 roku.
Nazwa znakomicie oddaje muzykę, graną w przedziwnym składzie, bowiem bez udziału perkusji, czy choćby instrumentów perkusyjnych.
Nie operując pojęciami jazzu i klasyki, aby nie naruszać ich klasycznego znaczenia, a tym bardziej ustalonego prządku w muzyce, należałoby powiedzieć, że mamy do czynienia z najczystszą w swojej postaci formą współczesnej improwizacji. Na dodatek odnoszącą się bardziej do europejskiej, niż amerkańskiej tradycji takiego tworzenia.

Tymczasem, Tomasz Stańko opowiada, że pomysł na taki kwartet jest wynikiem jego pobytu w Nowym Jorku, gdzie spotkał Sylvię, niesamowicie kolorystyczną pianistkę, a także Marka, który zachwycił go wirtuozerią, jak niegdyś Zbigniew Seifert. Zapewne marzył o takiej sentymentalnej podróży, pamiętając czasy wspólnego grania z naszym genialnym skrzykiem. Z drugiej strony, moim zdaniem przyświecała mu niczym nie skrępowana myśl, aby muzyka kwartetu stanowiła element współczesnego grania.

Do takiej formy należało więc dobrać odpowiedni repertuar. Poza kompozycjami napisanymi na potrzeby tego projektu, w repertuarze znalazł się tamat „Piece For Diana”, czy „Domino”. Improwizacja i szczegółowość – oto podstawy, z pozoru wykluczjące się zupełnie, lecz w tym przypadku konieczne, aby dążyć do ideału.

Zapewne nie wszystkie fragmenty udało się zagrać tak precyzyjnie, jakby Tomasz Stańko sobie tego życzył. Może moje obawy są nieuzasadnione, ale jego perfekcyjność jest w tym przypadku wystawiona na dodatkową próbę. Pozwolę sobie stwierdzić, że moim zdaniem ważniejsza jest jednak czytelność. To właśnie dzięki niej powstają emocje, które wpływają na więź między twórcą i odbiorcą.
Wiem, że Tomasz Stańko doskonale zdaje sobie sprawę, czym jest szeroko rozumiana kultura muzyczna. Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy, a po tym koncercie jestem pewny, że nadal potrafi stawiać sobie własciwe pytania i uzasadniać po swojemu, czym może się ona stać za moment, w wyniku procesu tworzenia, a nie zwykłego odtwarzania.
Bo Tomasz Stańko ma swoje wizje, niezaprzeczalnie potrzebne, aby stać się artystą.

Poleć znajomym / udostępnij: