Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Kuba Płużek grał, ja się zastanawiałem. Pewnie nad tym, nad czym chciał, bym się zastanawiał, ale co mi tam…

Usłyszałem jak gra Kuba Płużek dla tysięcznej widowni w łódzkim klubie Wytwórnia (w ramach Letniej Akademii Jazzu) i…

… wiem, że potrafi odnaleźć w sobie więcej emocji, zabrać słuchacza o wiele dalej, w rejony, które nie powinny być wręcz dostępne dla człowieka, mającego dopiero przed sobą najważniejsze życiowe doświadczenia.

Słyszałem Kubę, grającego „na żywo” w moim programie Jazzy Monday, więc wiem, co mówię – proszę mi wierzyć.

Siada do fortepianu, skupia się przez dłuższą chwilę i zabiera słuchacza w podróż, którą wymyśla na bieżąco, w ogóle nie opierając się na jego sugestiach, a konsekwentnie wciągając go coraz głębiej do swojego świata.

Podąża swoimi krętymi ścieżkami z taką łatwością, jakby znał już na pamięć te wszystkie „Polskie drogi”, a przecież młody jest taki… taki jest młody.

I jeśli ktoś myśli, że w taki oto łagodny sposób zaczynam krytykę solowego koncertu jednego z najbardziej uzdolnionych pianistów najmłodszego pokolenia, za moment poczuje się zawiedziony, bowiem w tej mojej pewności, że jeszcze zupełnie się nie otworzył przed nami tego wieczoru, znajduje się przede wszystkim spostrzeżenie, jak szybko dojrzewa nam wszystkim, przesiąkniętym na wskroś polską muzyką, wspomniany Kuba Płużek.

Odczułem, jak powracają osobiste wspomnienia pod wpływem wytworzonego przez niego klimatu, obserwując uronioną łezkę, natychmiast skrywaną, by nikt tego nie zauważył. I nie mówię jedynie o „Polskich drogach”, ani nie twierdzę, że opisuję pojedynczy przypadek na widowni.

Widziałem, jak inni się bawią, rozpoznając poszczególne tematy grane przez młodego artystę.
I zastanawiałem się na czym polega jego wyjątkowość, mając przy tym wystarczająco czasu, by nie utracić ani jednej muzycznej chwili.

Najpierw doszedłem do wniosku, że Kuba Płużek ma swoje charakterystyczne brzmienie. Punktem wyjścia do dalszego poszukiwania stało się założenie, że świadomie przez jakiś czas go poszukiwał, a kiedy stwierdził, że odnalazł odpowiednie, oddające perfekcyjnie stan jego ducha i umysłu, dopiero zajął się improwizowaniem.

Od razu sobie przypomniałem, że wielokrotnie Kuba Płużek zaprzeczał tezie postawionej w moim pytaniu, przekonując, że nie mam racji.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że wypracowany warsztat jest podstawą jego świeżości, która staje się coraz większą siłą pianisty z Krakowa. Tak, świeżość, na którą czekaliśmy od pewnego czasu, odrzucając po drodze młodzieńczą fantazję pozbawioną formy, z drugiej strony nużąc się zbyt oczywistymi i klasycznymi wykonaniami poszczególnych utworów.

W tej świeżości zawiera się nowa energia i coraz ciekawsze, nowoczesne rozwiązania rytmiczne i harmoniczne. Niektórych wręcz wcześniej nie słyszałem, albo brzmią zupełnie inaczej w jego wykonaniu. To one sprawiają, że wyruszamy w podróż, zaciekawieni na nowo tym światem, nie zdając sobie sprawy, że naszym przewodnikiem jest właśnie ten niezmiernie młody Kuba Płużek.

Rozumiemy i odczuwamy jego granie, bez względu skąd się wywodzimy, o ile więcej mamy przeżyć w pamięci, które podobno zdążyły już nas ukształtować.

Świadomość tego, co robi, do czego dąży, o czym chce opowiadac swoją muzyką, a może nawet z kim chce rozmawiać, staje się dla niego podstawą tworzenia nie tyle własnego wizerunku, ale zasadniczo kolejnego etapu rozwoju. Teraz te dwie sprawy łaczą się za sobą, stanowiąc jedną całość.

Chociażby proszę spojrzeć, z jaką rozwagą układa repertuar, wiedząc, że niezmiernie ważne są odpowiednie proporcje pomiędzy zastanowieniem, a zwyczajną zabawą. Czy to oznacza, że myśli także komercyjnie? A co w tym złego, skoro najważniejszy jest wysoki poziom grania, o który dba nieustannie.

A propos zastanowienia, jestem przekonany, że jego charakterystyczne stany zawieszenia, podczas których jakby szukał pomysłu, w jakim kierunku podążać, nie polegają na decydowaniu o tym, co ma się wydarzyć za chwilę, a raczej zawierają rozważania na temat dźwięków, które w przyszłości staną się konsekwencją swoistego rodzaju wyboru w danym momencie. Dzięki temu, Kuba Płużek przewiduje i odrzuca rozwiązania mało znaczące, nieciekawe, badź bez jakiegolwiek znaczenia dla opowiadanej historii, a potem oddaje się ze spokojem wyłącznie emocjom.

Tzn. oddaje swoje emocje, nie mówiąc przy tym nic, albo prawie nic nie mówiąc. No, przyznam, że coraz częściej przy tym swobodnie się uśmiechając:). I jestem pewny, że kiedyś otworzy się przed nami w pełni – ten koncert był tego doskonałą zapowiedzią. Wcześniej czy później… raczej wcześniej, jak mi się zdaje.

Poleć znajomym / udostępnij: