Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Leszek Możdżer & Holland Baroque na nowo nas uduchowiają…

Czy Leszek Możdżer chciałby rzetelnej oceny swojej muzyki, sięgającej głęboko w krytycznych rozważaniach do okresu baroku, z którego postanowił czerpać pełnymi garściami?
Pewnie z przyjemnością podejmie się każdej polemiki, wzbogacającej wiedzę na temat muzyki dawnej, co do której mamy określony zasób informacji i wiele więcej intuicji, jak ją wykonywać. Ale moim zdaniem chciałby przede wszystkim nas uduchowić, i po to potrzebny mu ten barok. Bo w nim jest tyle…

… zacznijmy jednak od początku.

Pomijając w takim razie dla potrzeb tego tekstu, czym charakteryzuje się forma barokowa, jakie fascynujące, częściowo zapomniane brzmienia nam przyniosła, a tym bardziej nie odwołując się do konkretnych przykładów, ani nie porównując płyty nagranej przez Leszka Możdżera z Holland Raroque do wielkich dzieł tamtego czasu.

Płyta „Earth Particles” rozpoczyna się utworem „Invocation”, co można potraktować wprost jako „wezwanie”, ale przychodzi mi na myśl również pojęcie „przebudzenia”, w dalszej części „obudzenia”.

Najpierw mamy bowiem zapomnieć, co łączy nas ze światem zewnętrznym, by odkryć, że istnieje zupełnie inny, wręcz nienaruszony jakimikolwiek działaniami, mającymi miejsce w naszym życiu codziennym. Oddający prawdę nie tylko o nas samych, ale generalnie o nas wszystkich, tu i teraz. A skoro tak, w tej prawdzie chodzi o rzeczy najistotniejsze, dotyczące człowieka, a nie o czas, czy okres tworzenia.

Trzeba niesamowitej dyscypliny, aby sprostać wymogom, jakie stawi przed nami lustro, w którym zaczynamy się przeglądać. Zagłębiając się w istotę tego, co posiadamy, a przy tym odczuwając potencjał, jakim naprawdę dysponujemy, znajdujemy także niesamowite pokłady wrażliwości, wobec której możemy przejść obojętnie, bądź otworzyć jej przestrzeń do działania. Lecz ona uczy wytrwałości, o czym szybko się przekonamy, ulegając jej pięknu. Jest więc jedynie swoistego rodzaju podstawą, z czego trzeba mieć nieustanną świadomość.

Tak samo jak muzyka Leszka Możdżera i Holland Baroque, oddająca koloryt i rozmiar przestrzeni, do której wraz z nimi się przenosimy, z jednej strony powinna być rozważana jako odrębne dzieło artystyczne, podlegające wszelkim krytycznym uwagom, z drugiej strony może być potraktowana, jako doskonały punkt wyjścia do rozważań, powstających pod wpływem tego, co odczuwamy w trakcie słuchania.

No, właśnie. To może byłoby dobre miejsce na powrót do formy barokowej, z pytaniem o rozmach tych kompozycji, strukturę, harmonię, czy ich precyzję, a co za tym idzie „dyscyplinę” wykonawczą, mającą swoją analogię do rozważanej powyżej, dotykającej ludzkiej wrażliwości. I pewnie dzięki temu udało by się stwierdzić, w jakiej mierze barokowa, a w jakiej współczesna jest płyta „Earth Particles”. Ale jak zapowiadałem, skupmy się na jej przesłaniu…

Jesteśmy już w kolejnej fazie słuchania. Gdzieś w środku tego albumu, pomiędzy „Default Grace, a ReEntertainmentation Department”. Do teraz nie potrafię określić tego miejsca, po wielu przesłuchaniach.

W każdym razie myśli zaczynają od tego momentu podążać w wielu kierunkach, przywołując na zmianę uśmiech, zbyt wiele smutku, albo doprowadzając do niezwykłych uniesień, w postawionych odpowiednio punktach kulminacyjnych…

…i tutaj się zatrzymam, zgodnie z obietnicą, że miałem w ogóle się nie rozpisywać na temat muzyki barokowej:).

Muzyka zaczyna wywoływać dawno zapomniane przeżycia i wspomnienia, doprowadzając do refleksji, być może docierających do nas dopiero po wielu latach, choć mogły być dla nas nauką i drogowskazem od razu, gdy się pojawiały. Powiem więcej, do przemyśleń wykraczających poza obszar naszej prywatności, choć zdaję sobie sprawę, że uniwersalność tego dzieła polega na jednostronnym jego odbiorze. Na dodatek zmieniającym swój kształt i kierunek ze względu, czy słuchamy tych utworów podczas koncertu, w nagromadzeniu różnych doznań, czy zaciszu domowym, skupieni tylko na sobie. Co zaskakujące, bez względu na wszystko, pod wpływem tych osobistych rozważań rodzi się w nas poczucie, jakbyśmy do czegoś powrócili, odnaleźli i wydobyli na światło dzienne, zaskoczeni, że przetrwało po tak wielu latach.

Pewnie można tego dokonać na różne sposoby. Medytacją, przy użyciu zwykłej ciszy, rozmowy, może nawet hałasu… Tak, każdy na swój sposób dotarcia do prawdy, musi tylko chcieć i być konsekwentnym w działaniu. Można przy tym posiłkować się różną muzyką.

Tak, nie trzeba od razu używać muzyki barokowej, ale trzeba przyznać, że znakomicie się do tego nadaje, dzięki swojemu niezwykłemu, ponadczasowemu uduchowieniu. Skąd moja pewność, że ponadczasowemu? Proszę posłuchać opisywanej płyty, pamiętając, że twórczość Leszka Możdżera wywodzi się z improwizacji.

Jak najbardziej współczesnej improwizacji, do której nie zamierzam się w tym tekście odwoływać, podobnie, jak do muzyki barokowej.

To pozwala nam, dzisiejszym, nie słuchającym przecież na co dzień muzyki dawnej, wręcz instynktownie odgadnąć przesłanie poszczególnych części tej płyty. Zresztą, proszę samemu posłuchać…

Post scriptum:

1/ Pominąłem mnóstwo wątków na rzecz spójności tekstu. Słyszałem na przykład o tym, że Leszek Możdżer pisał utwory na ten album, wstając przez wiele dni wcześnie rano, co by znakomicie odpowiadało tematowi wspomnianej przeze mnie „dyscypliny”. Mam nadzieję, że uda nam się porozmawiać o „Earth Particles”, wtedy na pewno o to spytam.

2/ Jakie niesamowite zakończenie płyty, za sprawą kompozycji „Mozart Kugel”. A to ci debiut malutkiej, jak słyszę, Tosi Możdżer… oj, nie wiem, czy nie wyciśnie piętna na jej życiu:).

3/ A bardziej poważnie, ciekawi mnie, jak wielu słuchało dotychczas Holland Baroque. I jak wielu sięgnie teraz po płyty tego zespołu. Mam nadzieję, że tak się stanie.

Poleć znajomym / udostępnij: