Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Nahorny Trio – jak dla mnie portret „polskości”.

Wystarczyło zaledwie kilka pierwszych dźwięków fortepianu, by przebudziła się we mnie świadomość, że jestem Polakiem. Niby bez potrzeby, bo przecież sytuacja nie wymuszała takiej deklaracji, jednak niezaprzeczalnie miało to niebagatelne znaczenie w odbiorze całego koncertu.

Zapewne Włodzimierzowi Nahornemu chodziło o wywołanie tego typu emocji, z nadzieją, że pomogą mu dotrzeć z najnowszą jego muzyką, nagraną na płycie „Hope”, do wszystkich zgromadzonych w klubie Wytwórnia.
Polskości bowiem na niej co niemiara, jak również osobistego grania, w którym odnajduje naprawdę mnóstwo przemyśleń dotyczących współczesnych Polaków.

A może po prostu to była kwestia sugestii, której uległem po rozmowie z Włodzimierzem Nahornym, z pięknym wątkiem na temat polskości…

Wszystko rozpoczęła „Nadzieja smutnego serca”, przynosząca opisane powyżej emocje, a chwilę później refleksję, że lubię po prostu niesmowity spokój fortepianu, wynikający z charakterystycznej, przepięknej polskiej melodyki.

Ale za każdym razem, gdy sobie mówiłem, że nie potrzebuję nic więcej do szczęścia, zaczynała się kolejna opowieść – niekiedy opisująca dramatyczne wydarzenia, jak chociażby 13 grudnia, czy Powstanie Warszawskie – natychmiast zmieniająca obraz tej chwilowej sielanki.

Co ciekawe, opisywanie nawet najbardziej burzliwych dziejów naszego narodu, niezmiernie dynamicznych przemian, którym ulegaliśmy, czy sięganie do potrafiących wciąż mocno zaboleć wydarzeń, nie zmienia języka, którym się posługuje Włodzimierz Nahorny. Jakby potrafił w prostych słowach zawrzeć najbardziej skomplikowane historie, wyjaśniając je każdemu, kto zechce posłuchać.

W kolejności, to kwestia aranżacji, dbania o szczegóły, ścisłego trzymania się zapisu nutowego, a dopiero na końcu pozwalanie sobie na improwizację, nie wybiegającą poza ustalone ramy – pomyślałem i wróciłem do słuchania, z satysfakcją stwierdzając, że nie zagubiłem się w tym moim rozmyślaniu.

Jakbym opuścił dom, a po latach odnalazł wszystkie rzeczy na tym samym miejscu, nie mówiąc o odczuciu, że wszyscy na mnie czekali.
Tak, jest coś w tym porównaniu.
Tak gra… grają, bo niebagatelne znaczenie mają Piotr Biskupski i Mariusz Bogdanowicz, występujący z Włodziemierzem Nahornym.

Nawet nie sugerując, że bez ich udziału wiele z tych kompozycji mogłoby stracić na swojej sugestywności, wystarczy jeszcze raz posłuchać ostatniego fragmentu tego koncertu, czyli wiązanki trzech melodii kurpiowskich.
Ileż tam się działo :). Ależ roztańczenie wokoło, że nie do zagrania tylko na fortepianie (przepraszam za stylizację wypowiedzi – chyba mnie poniosło:).

I na bis „Jej portret” – jedna z najpiękniejszych polskich piosenek.

Czy trzeba coś dodawać? Ewentualnie proszę dopisać w komentarzach, jeśli o czymś zapomniałem.

fot: Marcin Zalewski

Poleć znajomym / udostępnij: