Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Płyta ze znaczkiem jakości „Etheru Jazzu” – Sławek Jaskułke Trio!

Tak sobie słucham tego nowego Jaskułke i myślę, że nie trzeba wymyślać w muzyce niestworzonych rzeczy, żeby naprawdę zachwycać.

Wystarczy czerpać zewsząd inspiracje, nie ograniczając się jedynie do jednego gatunku muzycznego, aby tworzyć utwory naprawdę wyjątkowe, mogące pozostać w człowieku na długo po ich pierwszym przesłuchaniu.

Wiem, że możnaby szczegółowo opisywać doskonałość warsztatu Sławka Jaskułke oraz pozostałych muzyków jego zespołu, czyli Krzysztofa Dziedzica i Maxa Muchy, ale biorąc pod uwagę, że nie podlega „On” dyskusji, pozwolę sobie tylko wspomnieć, że przecież stanowi podstawę dzisiejszej muzyki improwizowanej, pojmowanej jako zbiór wszystkiego, co otacza twórcę, dając mu pożywkę do naprawdę twórczego podążania.

A propos, kiedy pojawia się kompozycja Mary, zbyt natarczywie powraca do mnie motyw pewnego utworu Nirvany, co trochę mi przeszkadza, jednak przyznaję, że równie mocno intryguje i zastanawia, bo przecież Sławek Jaskułke jest niezmiernie świadomym twórcą – o czym jestem od dawna przekonany.

Od razu podkreślę, że wspomnany moment jest jedynym na tym albumie, pozostawiającym we mnie naprawdę mieszane uczucia.

Nawet jeśli możnaby we wszystkich utworach na tej płycie odnaleźć jakieś konkretne wpływy, muszę przyznać, że nie absorbują już mojej uwagi w takim samym stopniu, a co za tym idzie, nie determinują dalszego słuchania płyty „On”.

To znaczy, że wciąga mnie zupełnie jej klimat i zapominam o „bożym świecie”?

Zwykłe, krótkie „tak” byłoby zbyt prostą odpowiedzią, nie oddającą w pełni, w czym tkwi rzeczywite piękno tej muzyki.

Odnosząc się do wypowiedzi Sławka Jaskułke na temat znaczenia harmonii w muzyce (z wywiadu, który nie spełnił jego oczekiwań więc zniknął z Etheru Jazzu, z nadzieją, że powróci, gdy uda nam się precyzyjniej określić formę i język, którymi się „On” posługuje), chciałbym nadmienić, że znam wiele genialnych harmonicznie utworów, w których brak melodii zabija wręcz całą istotę ich stworzenia.

Tymczasem poszukiwanie harmonii w przypadku Sławka Jaskułke służy odnalezieniu melodii, co zasadniczo sprawia, że otrzymujemy naprawdę kompletne kompozycje.

Tak, kompletne, bowiem dodatkowo obarczone swoistego rodzaju głębią, w której – proszę mi wierzyć – można odnaleźć wiele przemyśleń – własnych, a przy odrobinie szczęścia (znajomości muzyki oraz doświadczeniu ze słuchania nie tylko jazzu) przemyśleń jej autora.

Jakich przemyśleń? A o tym już w wywiadzie, na który czekam z niecierpliwością:).

Największą siłą tej muzyki jest „On”, czyli Sławek Jaskułke, mający swój własny, oryginalny język, którym potrafi przemówić w sposób niezwykle komunikatywny. Jestem pewny, że zrozumiały dla wielu, bez względu na ich doświadczenia muzyczne i życiowe.

Życzę każdemu, by wypracował swój styl, zamiast kopiować, łączyć w jedno wiele elementów, jak w kalejdoskopie, który zachwyca, lecz przecież zaledwie chwilę później daje obraz kolejnego, ulotnego piękna.

Powiem szczerze, od Sławka Jaskułke proszę się uczyć, jak tworzy się piękno! I tyle, bo co tu się rozpisywać nad pięknem…

Aha, nie bez znaczenie jest również sens tytułowego „On”, w którym odnajduję rzadko ostatnio używane prawdziwie męskie spojrzenie na…
… ale o tym także w wywiadzie, na który czekam:).

Poleć znajomym / udostępnij: