Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Po usłyszeniu „Stories” Agnieszki Hekiert „na żywo” stwierdzam, że…

Zapowiadałem ten koncert, oj zapowiadałem…
http://etherjazzu.pl/agnieszka-hekiert-w-szafie-ktos-chcialby-zajrzec/,

Jedno jest pewne – koncert nie tylko się odbył, ale wciąż się odbywa. Słyszę wyraźnie kolejne piosenki, jakby nadal Agnieszka Hekiert ze swoim zespołem występowała w klubie Szafa. Wiem, że to złudzenie, ale również zdaję sobie sprawę, co stanowi jego przyczynę.

Od początku się zastanawiałem, na ile to miejsce pozwoli im unieść wszystkie emocje zawarte w piosenkach. Bez nich moglibyśmy usłyszeć jedynie pełen profesjonalizm, którym zapewne może się zachwycać znawca muzyki, jednak chyba czegoś więcej oczekiwali miłośnicy dobrej, jazzowej piosenki, którzy pojawili się tego wieczoru na koncercie Agnieszki Hekiert.

Nie powiem, że zaczynali niepewnie, ostrożnie, niezdecydowanie. Nic z tych rzeczy, ale mimo wszystko odczuwałem, że coś się budzi powoli, narasta z każdą minutą, aż w końcu energia zostaje w nich całkowicie uwolniona.

Już pierwsze dźwięki przekonywały, że mamy do czynienia z dopracowanym brzmieniem, przemyślaną koncepcją poszczególnych utworów, spójnością materiału z płyty „Stories”, piękną wrażliwością Agnieszki Hekiert i niesamowitą zdolnością improwizowania nie tylko wokalistki, ale wszystkich występujących.
Dzięki temu, mieliśmy okazję usłyszeć rewelacyjne solówki, ale przede wszystkim niesamowite jej wokalizy, którymi zachwycała w odpowiednim miejscu i czasie.

Tu, pozwolę sobie na jedną, ale bardzo istotną uwagę. Mógłbym bowiem stwierdzić, że Agnieszka Hekiert nie ogranicza siebie w ilości wokalnych uniesień. Nie jest minimalistką, co oznacza, że najmniejszą emocję lubi podkreślać swoim głosem, perfekcyjnie oddając jej nasycenie. Ale nawet gdybym stwierdził, że usłyszałem mnóstwo pięknych wokaliz – pełnych genialnych, różnorodnych ozdobników – natychmiast musiałbym podkreślić, że nie było ich ani za dużo, ani za mało. Wszystkie służą budowaniu swoistego rodzaju napięcia, które powoli udziela się widowni.

Tak, nie można zatrzymać w sobie tak wiele nagromadzonej energii, zwłaszcza podczas tworzenia, gdy staje się inspiracją i siłą sprawczą dalszych wydarzeń. Tak było również tym razem!
Cezary Konrad, Robert Kubiszyn, Konstatin Kostov nie jeden raz zachwycili swoimi umiejętnościami, by na koniec podnieść poprzeczkę chyba najwyżej, jak tylko można to uczynić w przypadku piosenek z płyty „Stories”, dbając o zachowanie ich pierwotnego kształu i prawdziwej istoty.
Tak, Agnieszka Hekiert na pewno znalazła odpowiedni punkt odniesienia dla tych historii, opwiadając je w sposób doskonały.

I gdyby nastąpiło po tym wszystkim wyciszenie… może koncert by się zakończył. Ale tak się nie stało, bo radośnie śpiewała na pożegnanie, jakby tej energii było w niej, a także w zespole więcej i więcej:).
Dlatego stwierdziłem, że ten koncert trwa we mnie dalej.
Może również dlatego, że miałem okazję porozmawiać z Agnieszką Hekiert chwilę później, w porogramie Radia Łódź.

Hmm, pewnie nasze spotkanie ma rzeczywiście znaczenie, ale nie tylko dla mnie Agnieszka Hekiert wciąż śpiewa, bowiem w trakcie audycji zadzwoniła słuchaczka z podziękowaniem za koncert. To chyba potwierdzenie, że mam rację?:).

fot: Piotr Fagasiewicz

fot: Przemek Sikora (www.muzyczneobrazki.pl)

Poleć znajomym / udostępnij: