Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Skoro Franciszek Raczkowski swoją płytę nazywa „Apprentice” (uczeń), pozostaje tylko pogratulować jego profesorom.

Pamiętam pierwsze słuchanie tej płyty, z pojawiająca się natychmiast refleksją: oby jak najwięcej takich debiutów! I myśl, docierającą do mnie niemal w tym samym momencie , że przecież coraz więcej młodych, naprawdę zdolnych i pełnych wyobraźni muzyków spotykam na swojej drodze. Będzie o kim – o czym – pisać. Ale na razie o Franciszku Raczkowskim, który wydaje płytę „Apprentice”.

Pamiętam, jak przedpremierowo słuchałem tego materiału, próbując złożyć w jedną całość choćby kilka obiecanych słów na temat Franciszka Raczkowskego.

Tak samo doskonale pamiętam, jak wystarczyła zaledwie jedna chwila, przynosząca niespotykaną dotąd emocję, aby stwierdzić, że coś, na co miałem okazję zwrócić uwagę już wielokrotnie podczas sluchania nowości płytowych, nie stanowi wyłącznie mojego subiektywnego odczucia.

Tak, płyta Apprentice jest znakomitym przykładem, że naprawdę się zmienia współczesna muzyka improwizowana.

[i]Zmieniają ją młode pokolenia, uruchamiając swoją niesamowitą wyobraźnią, na której ukształtowanie wpływają przede wszystkim dwa czynniki.

Po pierwsze technologia, dająca coraz doskonalsze programy komputerowe, przenoszące człowieka w zupełnie inną, wcześniej nie znaną przestrzeń w muzyce:

Nie wchodząc w szczegóły, chwilami mamy do czynienia jedynie z opisywaniem rzeczywistości, innym razem jesteśmy przeniesieni wręcz do całkiem nowego świata, którego istnienie przeczuwaliśmy od pewnego czasu, ale nikt nie potrafił nam go pokazać.

Jednak bez względu na wszystko, w obu tych przypadkach odkrywamy zupełnie nowe oblicze otaczającej nas materii, a przy kompletnej otwartości również naszych emocji.

Po drugie tradycja, z której przecież czerpią pełnymi garściami młodzi twórcy, w tym Franciszek Raczkowski:

Nie zgadzam się z opinią, że mamy do czynienia jedynie z pokoleniem buntowników, które odrzuca kompletnie przeszłość. Może tak było, albo nadal tak się zdarza, lecz powiem wprost, głupotą byłoby nie zauważać coraz większego grona młodych, naprawdę mądrych twórców, debiutujących właśnie na polskiej scenie.[/

Kiedy to sobie uświadomiłem, przypominając, że o jednym z nich piszę, mój tekst dotyczący Franciszka Raczkowskiego był właśnie skończony.

Pozostawiam go wszystkim, polecając płytę „Apprentice”:

[i]” Odkąd odnalazłem informację, że Franciszka Raczkowskiego inspirują Michel Wintsch i Keith Jarrett, łatwiej mi zrozumieć, skąd taka szczegółowość w jego muzyce.

Ta wiedza nie zmienia mojego rozumienia jego twórczości, a tym bardziej nie wpływa na odbiór tej płyty, lecz stanowi znakomity punkt wyjścia do szukania odpowiedzi na ważniejsze pytanie, co stanowi o wyjątkowości Franciszka Raczkowskiego.

Rzeczywiście, podczas słuchania jego debiutanckiego albumu pojawiają się skojarzenia z Jarrettem, lecz nie można jednoznacznie stwierdzić, że muzyka naszego młodego kompozytora przesiąknięta jest ideą tego wielkiego artysty. Tak samo wyraźnie bowiem można w niej odczuć niezwykle ciekawe poszukiwania, idące w kierunku współczesnej, europejskiej muzyki improwizowanej.

Paradoksalnie, podążając jedynie za pięknymi melodiami, bez potrzeby wsłuchiwania się w szczegóły tego improwizowania, odkrywamy, że prawdziwa siła i oryginalność poszczególnych kompozycji tkwi właśnie w tej melodyce”.[/i]

A propos melodii, a także biorąc pod uwagę deszczową tematykę kilku, a może nawet wszystkich utworów, to płyta w sam raz na długie jesienne wieczory..

Poleć znajomym / udostępnij: