Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Tomasz Stańko – Wisława. Takie płyty powinny powstawać!

Takie płyty powinny powstawać. Aby nie tylko obrazy, spektakle i filmy, performance i artystyczny happening stanowiły o prawdziwym wymiarze naszej kultury. Jest bowiem tak, że muzyka napisana na potrzeby wizualizacji, mniej bądź bardziej intymnej wizji danego artysty, albo po prostu użyta w takim przedstawieniu, staje się jedynym wyznacznikiem istnienia muzyki, jako części kultury. A może stanowi jedynie odzwierciedlenie, czym ona jest w swojej istocie, ewentualnie czym powinna być, z zamiarem, mniej bądź bardziej krtytycznym, opisania jej obecnej kondycji? Jednak sam zamiar nie czyni z tej muzyki wartości, o czym trzeba pamiętać, w tym miejscu nie ujmując nic kompozytorom, którzy naprawdę popełniają intrygujące dzieła, wzbogacając przeróżne wydarzenia.

Takie płyty powinny powstawać – stwierdzam po raz kolejny, myśląc o muzyce rozrywkowej. Nie pomijam rozważania, w jakim stopniu jazz do niej należy, jednak powrócę do niego w kolejnym akapicie, pozostając na razie jedynie przy samym pojęciu rozrywki.

Pop to nie tylko bezsensowna papka, w której nie można znaleźć rzeczy wartościowych.
Nie będę wymieniał, porównywał, tym bardziej pastwił się tutaj nad niektórymi ikonami pop kultury. Nie po to powstaje ten tekst. Jedną z najbardziej wartościowych postaci jest Tomasz Stańko. Tak, jazzman od dawna będący na świeczniku, postawiony tam przez krytykę i media, a przecież wciąż robiący swoje, czyli grający swoją muzykę. Faktycznie, potrafiący często kolaborować z popularnymi muzykami, zdając sobie sprawę, że dzięki temu jest wciąż zauważany i może dotrzeć do szerszego grona odbiorców, ale także wiedząc, że został ogoszony prawdziwym guru, co przecież zobowiązuje.

Najważniejsze, że każde jego przedsięwzięcie ma przede wszystkim na celu stworzenie wyjątkowej chwili muzycznej. Wiarygodność i szczerość pozostają nadal jednymi z najważniejszych rzeczy, oprócz wartości artystycznej dzieła, choć czasy zapewne się zmieniają. Dziś potrafimy kogoś hołubić, gdyż doskwiera nam niesamowity głód wartości. Wmawiamy więc sobie i innym, że ktoś zasługuje na uznanie, mając nadzieję, że wreszcie znaleźliśmy następcę…no tak, miałem nie wymieniać:)

A czas wszystko weryfikuje…
Najłatwiej byłoby teraz spytać, kto, jeśli nie osoba, która czas traktuje poprzez swoje doświadczenia i wciąż z nim się mierzy, powinien dawać świadectwo istnienia naszej kultury?
Tym bardziej znający wcześniej poetkę, Wisławę Szymborską – powrócę do tytułu artykułu, aby nie było, że pomijam punkt wyjścia tych wszystkich rozważań.

http://www.youtube.com/watch?v=KsWxKnWlG_A

Takie płyty powinny powstawać. Muzyka jazzowa też ich potrzebuje. Dziś bardziej niż kiedyś, jak mi się zdaje. Niesamowicie rozwija się muzyka improwizowana, zupełnie się oddalając od swoich korzeni, na szczęście nadal pozostając potrzebą wyrażania siebie i swoich emocji. Ale wszystko zaczęło się wieki temu, gdy jazz był jeszcze swingujący, co oznacza, że rozrywkowy:).

W czasach, gdy kolejne pokolenia szukały swojego języka, kontemplowały świat, nie myśląc jedynie o zarabianiu. Może w tamtych czasach należy się doszukiwać pierwszego momentu połaczenia światów: komercyjnego i uduchowionego, z głębszą potrzebą zastanowienia nad istnieniem człowieka? Istnienia w ogóle, nie dotykając jedynie spraw wiary. W takim razie istnienia w sztuce, muzyce, kulturze – powracając do tematu tego artykułu.

Nie będzie dużym nadużyciem, jeśli powiem, że jazz zawsze wspierał sztukę. Współczesna muzyka improwizowana ma takie aspiracje. Oby spełnione, czego już mamy przykłady, wciąż czekając na więcej. I pozostawiając czasowi osąd, jaką wartość przyniesie nowoczesna sztuka improwizacji. Twierdzę, że ta forma, nie będąca przecież jazzem od pewnego czasu, z każdym kolejnym nowatorskim przeobrażeniem będzie zostawiała niesamowity ślad w muzyce, zmieniając nas samych.

Zapewne nie będzie zjawiskiem masowym, lecz ważnym, bardzo ważnym, o ile nie najważniejszym w rozwoju nie tylko jazzu. Byłoby super, gdyby improwizowanie wzbogaciło również pop. Wtedy, straci swoje walory, jak wszystko skomercializowane, czy obroni się wartością samą w sobie? To zależy od wyznaczników, co jest ową wartością. Od drogowskazów, którędy podążyć i dokąd. Tomasz Stańko to rozumie. Proszę posłuchać jego płyt, proszę posłuchać najnowszej „Wisławy”!

http://www.youtube.com/watch?v=u5miDRmE7A0

O tym, że Tomasz Stańko nagrywa album w hołdzie Wisławie Szymborskiej już pisałem[url=http://piotrbielawski.natemat.pl/16391,tomasz-stanko-na-50-lecie-niech-nagra-nowa-plyte-bedzie-nagrywal]Tomasz Stańko będzie nagrywał[/url]

Nie będę jeszcze raz przypominał genezy jego powstawania.
Dobrze, że zdecydował się nagrać ten poetycki zbiór, pełen jazzu i muzyki improwizowanej – tak najpełniej powinno brzmieć zdanie powtarzane od początku mojego pisania, zawarte w krótkim, treściwym stwierdzeniu: „takie płyty powinny powstawać”.

Teraz o naszej wielkiej poetce i poezji, która podobno nie idzie w zapomnienie, a ludzie coraz mniej czytają…
Trzeba przypominać, nie pozwalać zapomnieć. Oddawać emocje, uczyć zrozumienia dla pięknych słów, podkreślać je równie ciekawymi harmoniami, melodiami, pauzami.
Trzeba wspierać się dziełami, choćby poetyckimi, aby nie ograniczać siebie i muzyki.
A w tym wszystkim, kluczowe wydaje się osobiste postrzeganie samego tworzenia. Zarówno swojego, jak i wielkich twórców, którzy dzięki temu mogą nie przestać nas inspirować.

http://www.youtube.com/watch?v=ICGW_ZDEdWU

Tomasz Stańko musiał nagrać „Wisławę”. Poznał przecież Wisławę Szymborską i pozostaje pod jej urokiem. W pewien sposób zrozumiał jej słowa, odczuł ich klimat. Znalazł własne dźwięki, odwzorujące ich sens, jakby stanowiły dokładnie to, o czym opowiadał latami, albo były najważniejszym fragmentem jego artystycznej wypowiedzi. Mógł znaleźć inny temat, ale wcześniej czy później to musiało się zdarzyć. Mam nadzieję, że zwrócenie uwagi na przesłanie tego albumu nie stworzy wrażenia, jakby muzyka, którą nagrał Tomasz Stańko z zespołem New York Quartet, nie stanowiła niczego wyjątkowego w jego dorobku artystycznym.

Myślę, że nie chodziło i nie chodzi o zaskakiwanie, odkrywanie czegoś nowego w muzyce – o czym, ryzykując ewentualną polemikę z samym mistrzem – starałem się pisać w tym artykule. Istotne jest natomiast, z kim zagrał na tej płycie. Jakże wiele fascynujących elementów potrafią wnieść do tej muzyki: David Virelles, Thomas Morgan, Gerald Cleaver. Pochodzą z róznych kultur, odmienjając całe to poetyckie granie…

Tak, Tomasz Stańko pozostaje nadal rozpoznawalny. Nie znaczy to jednak, że wiersze Wisławy Szymborskiej nie odnajdują w nim nowych emocji.
Ale pozostawię już państwu ich odkrywanie…

Poleć znajomym / udostępnij: