Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Wracając do czasów Armstronga – z cyklu „3 płyty na karnawał”.

Iza Zając – Piosenki dla Armstronga (Songs For Amstrong).

To druga pozycja w cyklu „3 płyty na karnawał”.
Pierwszą opisuję pod linkiem: http://etherjazzu.pl/3-plyty-na-karnawal-franek-sinatra-jarek-wist-krzysztof-herdzin-big-band/,
a ostatnią obiecuję, że zdążę przedstawić zanim minie szaleństwo tych tańców:).
Przypomnę, że powracam do wydanych na koncertów polskich wykonawców, zgodnie z założeniem, że Ether Jazzu zajmuję się wyłacznie muzyką „live”.

 

Armstrong

 

Oto więc rok 2001, w którym ukazuje się płyta Izy Zając z piosenkami wykonywanymi niegdyś przez Louisa Armstronga.
Jednak, zanim zaczniemy słuchać, powinniśmy odbyć krótką podróż w czasie, dzięki której znajdziemy się od razu w klimacie złotego okresu swingu.
Koncert Izy Zając został zarejestrowany zaledwie rok przed wydaniem tej płyty, w studiu im.Agnieszki Osieckiej w Warszawie. Obchodziliśmy wtedy 100- lecie urodzin Louisa Armstronga. Tak, wszyscy wiemy, że data jego urodzin jest kwestią umowną, bowiem nawet Armstrong nie pamiętał jej dokładnie, ale tak postanowiono – i słusznie!
Zresztą, pamiętny czas, w którym królował swing, wydaje się dzisiaj pełen wielu tajemnic, zapomianych faktów, czy choćby piosenek czekających na swoje odkrycie. Powiem więcej, nawet najbardziej znane kompozycje potrafią wciąż zaskakiwać swoim pięknem, a niezapomniane standardy Louisa Armstronga wywołują prawdziwe wzruszenie i dają niesamowitą radość.

Kto nie słyszał „What A Wonderful World”?
To przecież piosenka, która na zawsze zostaje w człowieku, przypominając o sobie najczęściej w chwilach kompletnego szczęścia, bądź zupełnego smutku. W zależności od przypadku po prostu sprawia, że czujemy w sobie euforię, albo staje się dla nas pewnego rodzaju pocieszeniem, może nawet natchnieniem do dalszego działania.
No dobrze, może ja tylko tak mam…

Wracając do płyty Izy Zając, minie trochę czasu zanim usłyszymy w jej wykonaniu „What A Wonderful World”.
Wszystko rozpoczyna się bowiem utworem „They Can’t Take That Away From Me”. Orkiestra zaczyna grać chwilę wcześniej, zapowiedając w ten sposób, że zaraz pojawi się na scenie polska wokalistka, obdarzona doskonałym wyczuciem swingu.

Po chwili się wydaje, jakby Iza Zając posiadała naturalną zdolność śpiewania w tym stylu. Wydaje się nawet, że odwzorowuje nie tylko muzykę, ale w ogóle przenosi nas do tamtych czasów. Zostajemy wciągnięci do zabawy kolejnymi tematami, jak chociażby znanymi „Basin Street Blues”, „Cheek To Cheek”, „I Get A Kick Out Of You”, „On The Sunny Side Of The Street”,”Mack The Knife”.
Śpiewa tak, że jesteśmy wręcz w stanie zrozumieć, skąd to wszystko się wywodzi i dlaczego nazywa się swingiem, czyli muzyką do tańca.

Louis Armstrong zagrał i zaśpiewał wiele pięknych, melodyjnych piosenek. Charakterystyczne jest brzmienie jego trąbki, jeszcze bardziej rozpoznawalny jest jego chropowaty głos, którym urzeka do dzisiaj. Wiele utworów wykonał w duecie z Ellą Fitzgerald. Zapewne wszyscy pamiętają niepowtarzalne wersje „Dream A Little Dream Of Me”, „Summertime”, „Cheek To Cheek”…

Iza Zając zaprosiła Pawła Tartanusa do wykonania tej ostatniej, wymienionej przeze mnie piosenki. Wiadomo, że Paweł Tartanus nie może się porównywać do Armstronga, ale przyznam, że sprawia prawdziwą radość słuchanie, jak współbrzmią ich głosy.
W kolejnej piosence Paweł Tartanus gra na banjo. Proszę sobie wyobrazić brzmienie prawdziwej, swingującej orkiestry i tego instrumentu. Albo najlepiej proszę samemu posłuchać:).

Naprawdę perfekcyjne aranżacje utworów z jednej strony pomagają nam swingować, jak za starych dobrych czasów, z drugiej mają podkreślać możliwości wokalne Izy Zając.
Myślę, że niekoniecznie chodziło o jakieś unowocześnianie tych piosenek, ale przede wszystkim o osobiste ich interpretacje. Znalezienie przez naszą wokalistkę odpowiednich środków wyrazu stanowiło podstawę dla orkiestry.
Jednocześnie, przecież Iza Zając nie zamierzała uciekać daleko od pierwowzoru, a jedynie chciała odszukać własne emocje. Tak, zapewne stąd niesamowita spójność wszystkich elementów i oryginalnosć tych wszystkich przebojów wśród tysiąca innych wykonań.

A co do emocji, najważniejszych dla mnie w trakcie opisywania jakiegoś wydarzenia – zgodnie z regułą, że jeśli się pojawiają, to mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko kreacją – trzeba przyznać, że odgrywają zasadniczą rolę w interpretacjach Izy Zając. Jest ich mnóstwo, a przynajmniej tak samo dużo, jak zaskakujących, doskonałych wokaliz, którymi nas zachwyca.

Każdy na pewno je zauważy, nawet wtedy, gdy zupełnie zatraci się w tańcu – czego oczywiście państwu życzę w tym karnawale:).

Post scriptum:

Poleć znajomym / udostępnij: