Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Backspace – nie wierzę, by dwa razy udało im się dokładnie to samo!

Relację z koncertu zepsołu Backspace w Scenografii rozpoczynam od tytułu, który powinien kończyć moje pisanie.
Koncert zapowiadałem:http://etherjazzu.pl/backspace-brzmi-jak-stad-do/.

Nie wiem, czy specjalnie się odnosić do powyżej zamieszczonej zapowiedzi. Nadal nie znalazłem odpowiedzi na postawione w niej pytanie, dokąd podążają muzycy Backspace.

Ale słuchając ich grania doszedłem do przekonania, że liczy się tu i teraz, czyli moment stworzony w Scenografii.

Na siłę nie szukają siebie w przyszłości. Przeszłość jest dla nich bardziej doznaniem, niż tworzywem, z którego czerpią podstawy do improwizacji.
Słychać, że doskonale się orientują w jazzowych standardach i muzyce klasycznej. To pozwala im dopracowywać warsztat, potrzebny do swobodnego improwizowania.
Niezaprzeczalnie świadomie poszukują. Doskonale eksperymentują, wiedząc z czego zrezygnować, by odnalaźć własne wrażenia. A one zaczynają tworzyć prawdziwą muzykę, ukrytą wręcz w oceanie elektroniki.

Wyraźnie można rozpoznać solówki na akordeonie i skrzypcach, choć przecież oba instrumenty reagują na generowanie różnobarwnych dźwięków, które nadają kształt wszystkiemu, co zostało przez muzyków nazwane.

Nie wiem, czy najpierw był pomysł na utwory, a potem powstawały tytuły, mające sugerować ich znaczenie. Może było odwrotnie, jednak w tym zapętleniu jest tu i teraz – powtórzę myśl, która tkwiła we mnie przez cały koncert. I nie ma w tym kalkulacji, co będzie dalej.

Jakby wiedzieli, że eksperymentowanie ma ich zaprowadzić w odpowiednie miejsce. Po prostu chyba ufają, że właśnie tak się stanie.
Wiem, że improwizowanie opiera się na tym, że dokładnie ten sam materiał nigdy nie zostanie w taki sam sposób zagrany. W tym przypadku mogłoby się wydawać, że zaprogramowana elektornika nie pozwoli uciec od pewnego schematu. Tymczasem, w przypadku Backspace mamy do czynienia z jednym i drugim przypadkiem?

Nie wierzę, że schemat dźwięków wydobywanych z przeróżnych klawiszy i przycisków, a przede wszystkim ich barwa i nasycenie ma szansę się powtórzyć w tych samych sekwencjach dwa razy.
Tak mogłoby się stać, gdyby pozostałe instrumenty nie tworzyły „na żywo”, inspirując się dynamiką, rytmiką oraz ich rozległymi pejzażami. Tak byłoby na pewno, gdyby wszystko zostało zaprogramowane.

Ale grają emocje, jak wcześniej pisałem. Stąd moje przypuszczenie, że interesuje ich najbardziej oddanie tego, co dziś stanowi o nich samych. Kompozycje dają im mocną podstawę, w jakiej rzeczywistości się znajdują.

To, jak pisanie pamiętnika.
I jest w tym tyle samo refleksji, uniesienia, czy jakieś niewyjaśnionej powagi, co po prostu zwyczajnej zabawy…
i nie tylko dla nich:).

Poleć znajomym / udostępnij: