Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Bielska Zadymka Jazzowa – no to lepiej by była zimą, czy latem?:)

I po Bielskiej Zadymce Jazzowej, która tym razem została zorganizowana na otwarcie sezonu wakacyjnego. Kiedyś odbywały się koncerty letnie, jako dodatek do tego festiwalu, ale było to tak dawno temu, że pewnie niewielu pamięta.

Z ciekawością więc pojechałem do Bielska-Białej, zastanawiając, jak to wszystko się odbędzie, o czym pisałem:

https://etherjazzu.pl/bedzie-zadymka-w-bielsku-bialej-bedzie-goraco/;

ale przede wszystkim wybrałem się na Zadymkę dla tegorocznych gwiazd, zaproszonych przez organizatorów.

Moje pytanie, czy nie lepiej by było przenieść jej termin np. na czerwiec, aby korzystać w ten sposób z możliwości organizowania koncertów otwartych dla publiczności, potraktowałem w powyższym wpisie jako ewentualny temat do przemyślenia po zakończeniu imprezy, po czym postanowiłem oddać się jedynie radości słuchania muzyki na najwyższym poziomie, przemieszczając między sceną na rynku, a namiotem koncertowym.

Tak, biegania trochę było… ale przyjemnego i zdrowego – trzeba przyznać. Na dodatek w upale, jedynie z jedną totalną burzą, krążącą pół nocy nad Bielskiem. W końcu Zadymka, więc nie ma się co dziwić, że chociaż raz musiało zagrzmieć i rozświetlić niebo.

Przywaliło gruby kroplami, odbijającymi się od namiotu, jakby burza chciała zagłuszyć muzykę. Akurat grał Chris Botti. którego miałem okazję spotkać już wielokrotnie. Pytanie, co zagra tym razem, okazało się najtrudniejsze z kilku, jakie mu zadałem. Nie zaskoczył swoim koncertem, biorąc pod uwagę, że niejednokrotnie już łączył jazz z klasyką, a także muzyką rozrywkową.

Bez dwóch zdań, korzysta z jazzu oraz umiejętności improwizacji, choć trzeba przyznać, że coraz wyraźniej wspomniana muzyka poważna w takim samym stopniu stanowi podstawę jego tworzenia. Nie zaskoczył, co nie oznacza, że znowu nie zachwycił. Jego show było jak zwykle perfekcyjne, począwszy od doskonałego doboru repertuaru oraz znakomitych muzyków, aż po zaplanowane jego elementy, mające podnieść temperaturę wydarzenia. Proszę sobie wyobrazić, co się działo, gdy nagle pojawił się wśród publiczności…

Zapraszam do oglądania migawek z Lotos Jazz Festival Bielska Zadymka Jazzowa na profil FB:

https://pl-pl.facebook.com/etherjazzublog

Jeszcze bardziej rozgrzał publiczność w dwa kolejne wieczory Wynton Marsalis – rezydent festiwalu. Wcześniej z niesamowitą życzliwością odpowiadał na trudne pytania, a potem z nieskrywaną radością odsłaniał rzeźbę na Rondzie Bielskiego Jazzu. Nie wiem, czy komunikatywność, wynikająca z ciekawości drugiego człowieka, nie stanowi najważniejszej cechy jego charakteru, przekładając się bezpośrednio na granie przez niego muzyki.

Jestem przekonany, że nie było ani jednego momentu podczas jego występów, w którym zapomniałby o słuchaczu, siedzącym z szeroko otwartymi oczami. Co chwila go zachwycał, zaskakując z jednej strony interpretacją jazzowych standardów, z drugiej prawdziwie nowoczesnymi dźwiękami, którymi uzupełniał swoją solową wypowiedź. Jest wciąż poszukującym, rozwijającym się artystą – pomyślałem w pewnym momencie, przypominając sobie recenzje z poprzednich jego koncertów.

Pewnie o nim, a także jego muzyce rzeczywiście napisano wszystko, podkreślając prawdziwe mistrzostwo Wyntona Marsalisa. Wreszcie mogłem „na żywo” usłyszeć, z jaką swobodą podchodzi do najbardziej skomplikowanych aranżacyjnie kompozycji. Jakby bez wysiłku wydobywał z nich swoistego rodzaju prawdę, którą nazywamy istotą jazzu. Naturalnie ją odczuwa całym sobą, znajduje odpowiednie środki wyrazu, po czym wydobywa, jakby cały był jazzem.

Polecam go posłuchać wyznawcom nowoczesnej improwizacji. Jestem pewien, że można od niego wiele się nauczyć!

A jego występ z Lincoln Center Orchestra – fantastyczny. Na pewno mnóstwo pracy go kosztowało, jako dyrektora artystycznego tej orkiestry, by wznieść się ze swoimi muzykami na tak wysoki poziom. Jak to się mówi – ileż w tym było nie tylko perfekcji, ale też finezji, radości tworzenia i wyjątkowych momentów, ukazujących piękno granej tego wieczoru muzyki.

Co Oni wyprawiali chociażby w „A love supreme”, znanym zapewne nie tylko miłośnikom jazzu. Totalna zabawa w tym utworze doprowadzała do genialnych popisów poszczególnych muzyków, ukazujących, jak znakomitym materiałem do wyrażania siebie pozostaje temat napisany przez Coltrane’a. W końcu zdobyli się na wielogłosowość, dzięki której rozbrzmiewało wręcz kilka „A love supreme”. Niech żałują wszyscy, którzy tego nie słyszeli…

Zapraszam do oglądania migawek z Lotos Jazz Festival Bielska Zadymka Jazzowa na Instagramie:

https://www.instagram.com/piotrbielawski.etherjazzu/

A wracając do myśli, że polecam go posłuchać wyznawcom nowoczesnej improwizacji, wiem, że wielu z nich słuchało jego koncertów. Niektórzy mieli okazję zaprezentować siebie na rynku, zaproszeni do udziału w Bielskiej Zadymce Jazzowej. Były to raczej eksperymentalne składy, biorąc pod uwagę pomieszanie muzyków, występujących wcześniej ze swoimi nowymi materiałami, bądź premierowe koncerty Wojtka Mazolewskiego. Wiem jedno, polska młoda scena jazzowa ma wiele do zaoferowania. Wiele więcej więc oczekiwałem w tym miejscu, co nie oznacza, że nie doceniam muzyków, którzy tam wystąpili.

Na Bielskiej Zadymce zagrali też polscy mistrzowie. Piotr Damasiewicz z nową, niezwykle ciekawą płytą, o której mam nadzieję niebawem sobie porozmawiamy, a na zakończenie festiwalu Włodzimierz Nahorny, uhonorowany, tak samo jak Chris Botti i Wynton Marsalis, statuetką Anioła Polskiego Jazzu.

To była prawdziwa gala, na którą zaprosił śpiewających gości, zagrał ze swoim sextetem oraz trio. I pozostawił przemiłe wrażenie, że nadal Ktoś dba o jakość polskiej muzyki. Jest więc od Kogo się uczyć i w naszym kraju.

Chwilę później… zrobiło się chłodniej, a w nocy znowu padało w drodze powrotnej. Ten deszcz przypomniał mi pytanie, czy może nie lepiej by było organizować „Zadymkę” w okresie letnim. Oj, chyba nie – stwierdziłem, po przeanalizowaniu „za” i „przeciw”. Plusy- piękne okoliczności miejsca i pogody. Minusy – chyba nie namiot ze względów akustycznych, brak prawdziwych jam session. Ale może to tylko moje zdanie. Bez względu na wszystko, jakiekolwiek narzekanie nie zabierze mi przyjemności wspominania tego, co artystycznie wydarzyło się w tym roku na Lotos jazz Festival Bielska Zadymka Jazzowa. Tym bardziej czekania na kolejną edycję, z ciekawością, czy odbędzie się zimą, czy latem:).

Poleć znajomym / udostępnij: