Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

I co w tym oryginalnego – ktoś spyta, słuchając płyty Tomasz Chyła Quintet – da Vinci?

To niezwykle wciągająca opowieść, która toczy się w naszej dzisiejszej rzeczywistości, uchwyconej przy użyciu współczesnych środków wyrazu, stosowanych obecnie w europejskiej muzyce improwizowanej. I co w tym oryginalnego? – ktoś spyta, nie czekając na ciąg dalszy. Od razu więc dopowiem, że najciekawsze jest ujęcie owej teraźniejszości, jako przestrzeni zawieszonej między przeszłością i przyszłością. I o ile czas teraźniejszy nie zostaje określony konkretnymi ramami, czyli nie wiadomo kiedy się rozpoczął i jak długo jeszcze potrwa, tak wszystko, co wynika ze wspomnianej przeszłości, jak również, co stanowi próbę odgadnięcia przyszłości, zostaje wyraźnie zaznaczone, abyśmy nie zagubili się w trakcie słuchania.


Tak, opowieść pod tytułem „da Vinci” jest swoistego rodzaju kwintesencją współczesnej muzyki improwizowanej, zawierającej elementy pochodzące z różnych okresów jej tworzenia. W tym prosta odpowiedź, w jaki sposób można uzyskać efekt takiego zawieszenia pomiędzy przeszłością i przyszłością – zapewne stwierdzi znawca współczesnej improwizacji. Jednak nie to jest tutaj najciekawsze. O wiele bardziej intrygujący wydaje się pomysł ukazania pandemicznego czasu, jako czegoś nieskończonego, choć ograniczonego zarazem tymi dwiema wartościami.
Idąc dalej w tych rozważaniach, na pewno zachwyca szczegółowość muzyki stworzonej przez Tomasza Chyłę, jak również umiejętność selektywnego wyboru, z jakich fragmentów muzycznych skorzystać, aby wyraźnie opisać wszystkie swoje myśli. W końcu fascynujący jest sposób narracji, stanowiącej podstawę istnienia każdej opowieści. Umiejętne stopniowanie napięciem, oddające istotę poszczególnych momentów na tej płycie, świadczy o dużej dojrzałości artysty, którego przecież wciąż można uznać za przedstawiciela najmłodszego pokolenia w polskiej muzyce improwizowanej.


Ktoś może słusznie zauważyć, że skorzystał po prostu z muzyki, która go interesuje i kształtuje. Na płycie „da Vinci” jest więc jazz, rock, muzyka progresywna i chóralna. Tomasz Chyła potrafi się odnaleźć w każdej z wymienionych form, o czym świadczą przede wszystkim projekty, w których bierze udział. Jego marzeniem było od dawna, aby połączyć to wszystko w jedną całość, co nie wydaje się sprawą łatwą, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z jednej strony ze śpiewem chóralnym, z drugiej na wskroś nowoczesną improwizacją. Zapewne od dawna szukał pomysłu, aby tego dokonać, aż wreszcie zainspirował go Da Vinci – wizjoner, o którym mówimy, że wyprzedził swoje czasy. Jego działa, wynalazki oraz wizje przyszłości wciąż dają do myślenia, zwłaszcza w chwilach przełomowych dla świata. Tak oto stał się oczywistą inspiracją w czasie pandemii dla Tomka Chyły, dając mu wreszcie możliwość spełnienia marzenia o takim właśnie albumie.


Bez dwóch zdań, postać stanowiąca podstawę dla tej opowieści wciąż budzi emocje. Wystarczyło je oddać, odnosząc się do konkretnych zdarzeń i zapisków, które pozostawił da Vinci, a przy tym wyraźnie podkreślić obawę, co do naszej przyszłości. Czyż nie jest to genialny punkt wyjścia do stworzenia odpowiedniej przestrzeni, w której każdy z opisywanych gatunków muzycznych może znaleźć swoje miejsce? Tak właśnie się stało na tej płycie. Historia składa się z pięknych, uduchowionych śpiewów, mocnych i głośnych dźwięków, pochodzących z otaczającego nas świata, jak również kosmicznych, tajemniczych odgłosów, które nieustannie do nas docierają. I staje się kompletną wypowiedzią artysty, czego może zwyczajnie Ktoś nie zauważyć, skupiając się jedynie na przesłaniu oraz zachwycając muzyką, zagraną w składzie:


Tomasz Chyła – skrzypce, wokal
Emil Miszk – trąbka, perkusjonalia
Krzysztof Hadrych – gitara
Sławek Koryzno – perkusja, modular synths
Konrad Żołnierek – kontrabas
Zespół Wokalny Art’n’Voices


Podsumowując i wracając na zakończenie do stwierdzenia: „ktoś może słusznie zauważyć, że skorzystał po prostu z muzyki, która go interesuje i kształtuje”; pozwolę sobie jednak stwierdzić, że nie tak „po prostu”, jakby się wydawało. W tym sedno, że Tomkowi Chyle udało się na tej płycie w pełni ukazać swoją oryginalność. A to nigdy się nie udaje tak po prostu, jak mi się zdaje…

Poleć znajomym / udostępnij: