Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Przemysław Strączek „Fig Tree”- słucham od dawna i pytam: jak tak można, panie profesorze?

Pierwszych kilka cichych dźwięków, może nawet zbyt cichych, sprawia, że trzeba od razu skupić uwagę, albo podnieść poziom głośności na wzmacniaczu. Oba zabiegi natychmiast wprawiają go w zachwyt, jakby od dawna czekał na taką muzykę i liczył, że własnie zareagujemy w taki sposób.

Nie przesadzam. W powyższym wyobrażeniu jest wszystko, co sprawia, że postanawiamy na długo pozostać w wygodnym fotelu, odczuwając, jak robi się wokół nas coraz cieplej, przyjemniej, wręcz prawie idealnie.

I zanim uzasadnię, dlaczego prawie idealnie, pozwolę sobie powrócić do wątku wzmacniacza, rozkoszującego się brzmieniem albumu Przemysława Strączka.

Dlaczego w ogóle stał się elementem opisywania tej płyty? Nie chodzi o mój egzemplarz, albo jakiś konkretny model. Jestem przekonany, po kilku próbach na różnych urządzeniach, o prawdziwej symbiozie tej muzyki ze źródłem odtwarzania, przy założeniu, że prezentuje wystarczająco wysoki poziom kultury odsłuchu.

Owa symbioza stanowi prawdziwą wartość dla niezwykle kolorowej, wręcz malowniczej muzyki, w której niezauważalnie zatracamy się z każdą minutą słuchania.

Mniej czy bardziej świadomie jesteśmy elementem procesu symbiozy muzyki ze wszystkim i wszystkimi, do których dociera w danym momencie. Żyjemy z nią w symbiozie, zaczynając rozumieć jej istotę.

Teraz niech użyte przed chwilą słowo „rozumieć” będzie podstawą do dalszych rozważań. Już wspomniałem o świadomości słuchania, dzięki której potrafimy selektywnie i szczegółowo opisywać muzykę.

Przemysław Strączek zachwyca przede wszystkim formą, w której można odnaleźć odniesienia do wielu stylów jazzowych, ujętych w nowoczesnej, na wskroś europejskiej improwizacji.

Na pewno zwracają uwagę oryginalne harmonie, specyficzne akcentowanie, a także przepiękna sonorystyka. Jeśli ktoś faktycznie znajdzie czas, by zagłębiać się w strukturę poszczególnych kompozycji, z łatwością odnajdzie ich wyjątkowość.

Ale niech też zauważy, jak został potraktowany skład jazzowy, użyty do nagrania płyty. Jakby stanowił wspomnianą już formę, a nie ją wypełniał. To dopiero doskonałość symbiozy, którą wystawiałem ponad pozostałe wartości…

Na płycie grają: Przemysław Strączek – guitar, Marcin Kaletka – Sax., Francesco Angiuli – double bass, Patryk Dobosz – drums.

Bez dwóch zdań mamy do czynienia z niezwykle wartościową muzyką. Prawie idealną. Dlaczego tylko prawie idealną?

Na końcu płyty jest utwór pod tytułem „Lustro”. Bez względu, jak bardzo chciałoby się skupić, nie pozwala na zebranie myśli. Absorbuje narastającą głośnością, krzycząc coś niezrozumiałego, aż uszy bolą!

„Lustro” budzi człowieka z letargu, każe myśleć, układać na nowo pojęcia piękna, szczęścia, spokoju, i Bóg wie czego jeszcze…

A wcześniej się wydawało, że muzyka Przemysława Strączka daje człowiekowi przestrzeń, w której panuje ład i porządek, jakby ktoś za nas poukładał już ważność tych wszystkich rzeczy.

Jak tak można, panie profesorze?:)..

Poleć znajomym / udostępnij: