Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Sopot Jazz Festival: nie było ani chwili wytchnienia…

Przyznam, że udało mi się wybrać bez trudności trzy najciekawsze wydarzenia tegorocznego Sopot Jazz Festival – poza opisanym w poprzedniej relacji: http://etherjazzu.pl/sopot-jazz-fastival-relacja-video/ – choć łatwość mojego wyboru niech od razu nie oznacza, że pozostałe koncerty uznałem za mało wartościowe.

http://etherjazzu.pl/sopot-jazz-festival-bede-tam/

To prawda, że Adam Pierończyk – dyrektor artystyczny tegorocznego festiwalu – skompletował w tym roku naprawdę oryginalny, będący na wysokim poziomie artystycznym zestaw wykonawców.

Adam Pierończyk o wydarzeniach festiwalowych:

Po prostu mój wybór proszę potraktować jako nad wyraz subiektywny, po części uzasadniony szukaniem prawdziwej wyjątkowości w „gąszczu” sześciu następujących po sobie doskonałych koncertów, po części niecodziennością innych zdarzeń, zaistniałych pod wpływem granej muzyki.

A oto mój wybór:

1/ Kończy się powoli drugi dzień festiwalowy. Na scenie Daniel Humair Quartet (Daniel Humair, Emilie Parisien, Vincent Peirani, Bruno Chevillon). Na zakończenie grają rozbudowaną kompozycję, która wciąga nas powoli, prowadząc wciąż dalej i dalej…

Nie czuję sie zagubiony, choć w tym ich graniu odnajduję co najmniej kilka inspiracji. Najpierw zwyczajnie po sobie następują, a potem coraz szybciej nakładają na siebie, nie dając wytchnienia. Najciekawsze, że wszystko się dzieje przy zachowaniu jakiejś przedziwnej czystości formy, z totalną dbałością o podziały rytmiczne, bez których nie byłoby takiego efektu.

Na nowo sobie uświadamiam, jak wiele elementów można łączyć ze sobą, nie bojąc o przestrzeń do improwizacji. Najciekawsze jednak, że swoją grą udawadniają, iż można panować nad wielowątkowością opowiadanej historii, doprowadzając do zastanowienia, w którym miejscu kończy się prostota w muzyce.

Takie pytania stawia się zazwyczaj w momencie, gdy bogactwo treści, przy zachowaniu odpowiednich proporcji, zostaje ujęte w określonych ramach – po raz kolejny sobie uświadamiam, tymczasem oni wracają do punktu wyjścia, i już wiem, dlaczego ani przez przez moment nie czułem się zagubiony. A jednak widziałem osoby, wychodzące jakby z głową w chmurach…

2/ Zaczyna się trzeci festiwalowy wieczór. Na scenie Reijseger/Fraanje/Sylla. Coś niesamowitego, jak szybko można wprowadzić człowieka w odpowiedni nastrój, choć mogłoby się wydawać, że potrzebuje on chwili czasu, by zapomnieć o rzeczywistości pozostawionej za drzwiami sali koncertowej.

Natychmiast się przekonałem, jaką potęgę mają obrazy w muzyce, skoro się tworzą w ułamku sekundy. Wystarczy sentymentalna melodia wydobywająca się z wiolonczeli, nie mówiąc o jej lamencie, który doprowadza do płaczu. Tak, widziałem łzy, których prawda mogła być prawdziwsza od tej w muzyce. Odczuwałem drżenie, które wydawało się być projekcją z przeszłości dojrzewającej dziewczyny, a przecież płakała lejącymi się łzami kobieta, w pełni siebie świadoma – jestem o tym przekonany.

Widziałem w innych oczach, że tworzą się równie osobiste obrazy, więc…

Co do muzyki, jedynie powtórzyłem w myślach pytanie, dlaczego tak wielu ucieka od melodii, jakby stanowiła przestarzałą, skostniałą część każdego utworu muzycznego. Przecież potrafi wciąż zachwycić nawet nas, tak na wskroś współczesnych – nie mam racji?

3/ Kończy się festiwal. Na scenie oczekiwany Ambrose Akinmusire Quartet (Ambrose Akinmusire, Sam Harris, Harish Raghavan, Justin Brown). Widziałem go zaledwie kilka miesięcy temu… o rany, w jak szalonym temie dojrzewa ten trębacz!

Właściwie mógłbym zakończyć swoje opisywanie tym jednym zdaniem. Ech, za każdym razem wykracza poza ramy tego, co już znamy. Nie stara się przy tym usilnie pokonywać jakieś kolejne bariery, a raczej przemawia swoim językiem, wciąż udoskonalanym. Potrafi się wypowiedzieć – a czyni to coraz częściej – niesamowicie sugestywnymi partiami granymi jedynie z fortepianem, by po chwili zachwycić dynamiką całego zespołu, zmuszając muzyków do wręcz ponadprzeciętnej pracy… ale z jaką przyjemnością, zaangażowaniem i pasją oni grają.

A jeśli chodzi o dojrzałość Ambrose Akinmusire, wystarczy posłuchać jego nowych kompozycji, by zauważyć, jak coraz bardziej się staje uduchowionym artystą.

Nic tylko ze spokojem czekać na kolejne płyty i koncerty. Czekajmy:).

Do zobaczenia za rok na Sopot Jazz Festival?
Dziękują Adamowi Pierończykowi, całej ekipie organizującej ten festiwal, a także wszystkim występującym oraz miłośnikom jazzu, których w tym roku spotkałem w Sopocie.

100_3796

fot: Daniel Humair

100_3850

fot: Ernst Reijseger

100_3870

fot: Ambrose Akinmusire

Poleć znajomym / udostępnij: