Tak to się robi w Bielsku-Białej, czyli kilka słów o Zadymce!
Bo tak naprawdę wystarczy zaledwie kilka słów o fenomenalnych momentach i koncertach, by opisać w pełni to wydarzenie. To nie znaczy, że wszystko inne, co się wydarzyło na Zadymce, przestaje mieć w tym momencie znaczenie. Gdyby tak było, mielibyśmy do czynienia z dwiema skrajnościami, z wysoką jakością i bylejakością, co raczej dawałoby powód do totalnej krytyki całości.
Tych kilka występów po prostu wystarcza, aby pominąć niewielkie niedociągnięcia artystyczne, jakich byliśmy świadkami. Być może nawet niezauważalne dla wielu słuchających. Ot, może niekoniecznie mnie przekonały…
… choć czasami faktycznie drażnił perkusista, chcący na siłę stać się pierwszoplanową postacią, podczas gdy na wokalistce mieliśmy skupiać przede wszystkim uwagę. Wprowadzał chwilami chaos, którego nawet kontrabasista nie potrafił ogarnąć, próbujący skleić głos, fortepian i wspomnianą perkusję.
Bez dwóch zdań, mieliśmy jednak do czynienia z ciekawie rozpisanymi piosenkami, zmieniającymi zaskakująco swoje tempo, obdarzonymi wyjątkowymi harmoniami… może zbyt trudnymi dla niego?
Tymczasem chwilę później na scenie usłyszeliśmy duet Dave Holland – Lionel Louke. Mistrzowski pod każdym względem. Kompozycje, technika, ciekawe inspiracje, wyczucie siebie nawzajem, improwizacje, tworzenie klimatu… Bez względu, który z tych elementów rozpatrywać, pozostaje człowiekowi zamilknąć, przypominając sobie, jak perfekcyjną tworzyły formę.
Oto mieliśmy do czynienia z rozmową dwóch niezwykle doświadczonych muzyków, zapominających czasami o potrzebie poszukiwania ideału. Dających się swobodnie ponieść temu swojemu tworzeniu, ale i w tym uniesieniu doskonałych. Nie było słychać jakichkolwiek niedociągnięć, jedynie emocje, mnóstwo emocji i radości ze wspólnego grania. Przyznaję, dawno nie było we mnie aż takiego zachwytu!
I jeszcze jedna chwila. Te dwa koncerty – wyżej opisany oraz z akapitu poniżej – proszę mi wierzyć, wystarczą, aby opisać Zadymkę. Choć są faktycznie wyjątkowe, odzwierciedlają ogólnie jej wysoki poziom.
Zresztą, zapewne każdy czekał na prapremierowe wykonanie utworów stworzonych dla Milesa Davisa i Lee Morgana przez Wayna Shortera. Niezagrane przez wspomnianych trębaczy utwory, mieli tym razem odtworzyć młodzi, wybitni muzycy, mogący ich zastąpić.
Organizatorom Zadymki udało się zaprosić same znakomitości. Ambrosa Akinmusire, Dayna Stephens, Sam Harris, Charles Altura, Harish Ragahavan i Kendrick Scott nie odtworzyli jednak zapisu nutowego, przygotowanego przez Shortera. Bardzo osobiście podeszli do tych ośmiu zaprezentowanych kompozycji, balansując przy tym ze zrozumieniem pomiędzy własnymi odczuciami, a znajomością sposobu grania Milesa i Lee. I stworzyli piorunujące wrażenie na skupionej widowni. Zwłaszcza dwaj pierwsi, zastępujący Davisa i Morgana, odgrywający ich partie solowe. Potęga!
Nie bez znaczenie tutaj rewelacyjne umiejętności pozostałych, tworzących genialną sekcję, jak również Orkiestry Polskiego Radia, która im towarzyszyła. Pozostawiłem ją sobie na koniec, by szczególnie podkreślić jej udział, doceniając po raz kolejny kunszt wykonawczy.
Wiem, że potrafią grać każdy rodzaj muzyki, i zagrać ze wszystkimi. Tak, tego nie musieli udowadniać. Ich udział w tym przedsięwzięciu dodatkowo pokazał, że potrafią globalnie odczuwać muzykę, bez podziałów na style i gatunki.
Bez tej symbiozy wszystkich grających, nie mogłoby się udać odnalezienie w muzyce – z sesji dla Milesa i Lee – niepowtarzalności tamtych czasów, a tym bardziej nie można by było jej przenieść do współczesności.
To było historyczne wykonanie Wayne’s Sessions For Miles And Lee. Niech żałują, których zabrakło!
A następnym razem, jak tylko Bielska Zadymka Jazzowa ogłosi program, proszę się nie zastanawiać, bo taka chwila jak prapremierowe wykonanie już się nie powtórzy….
I tyle mam do powiedzenia – nie wchodząc w szczegóły, interesujące zapewne muzyków i krytyków, rozprawiających między sobą o wspomnianej muzyce:)
Aha, zdjęcia z wydarzeń do obejrzenia na profilu Etheru Jazzu na FB.

Poleć znajomym / udostępnij: