Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

W kolejności: Norwid, Kasia, Mariusz, Maciek, Andrzej i Piotr, Ty – każdy, kto słuchał, słucha, bądź chociaż raz posłucha, a kogo śmiem tknąć tym zwyczajowym „Ty” w tejże relacji, a na końcu ja, za to w samym środku sali, gdzie jeszcze ślad mojej szczęki z wrażenia.

Chyba zacznę ścigać się ze samym sobą w długości nadawanych tytułów, bo przecież to nie pierwszy raz wymyśliłem coś takiego, ryzykując, że odstraszę, zamiast zachęcić do czytania. Ale tym razem mam usprawiedliwienie. Jest nim poezja. Poezja, poetyckość, licentia poetica. I nade wszystko wolność interpretacji – nieprawdaż?

Tak, mieli prawo zinterpretować Norwida na swój sposób, bez względu, czy się to komuś podoba czy nie. Powiem więcej, jako przedstawiciele młodego pokolenia mieli wręcz obowiązek przedstawić go po swojemu. Mieli również taki sam obowiązek upublicznić interpretacje jego wierszy, a nie ukrywać w szufladzie z obawy, że wystawią się na śmieszność, bo mało dojrzałe, powierzchowne, nie oddające ich istoty.

Cieszę się jak dziecko, które poznaje dopiero poezję, z każdego zaskoczenia, jakie było mi dane podczas koncertu 'Norwid”, który odbył się w Łódzkim Domu Kultury w ramach Freedom Jazz Festival. Koncert stanowił kolejną odsłoną materiału nagranego przez zespół Kasia Pietrzko Trio, w składzie: Kasia Pietrzko – fortepian, Andrzej Święs – kontrabas, Piotr Budniak – perkusja; wraz z Maciejem Kądzielą na saksofonie i Andrzejem Chyrą, recytującym wybrane utwory wybitnego polskiego poety, Cypriana Kamila Norwida.

Tym razem recytatorem był Mariusz Ostrowski. To ciekawe, ale mogłoby się wydawać, że nie podszedł rutynowo do swojego aktorskiego zadania, opracowując od początku do końca swoją rolę. I może faktycznie tak było, bowiem ewidentnie poddawał się emocjom pod wpływem granej muzyki. Wyglądało, jakby samemu dzięki temu odkrywał nowe znaczenia wypowiadanych myśli. Przez cały czas był w procesie, czekając na to, co jeszcze się wydarzy.

A przecież wszystko zostało ułożone przez Kasię Pietrzko i Macieja Kądzielę, czyli kompozytorów muzyki. Miało i ma wciąż taką samą formę, której początkiem staje się koniec wiersza, a końcem dokładnie ten sam zaplanowany moment, będący kropką, bądź wielokropkiem w zależności od użytego tekstu.

Gdzie tu więc zaskoczenia? Po pierwsze w dojrzałości kompozytorskiej. To już inne pisanie, granie, niż zaledwie kilka lat temu – zarówno w przypadku Kasi, jak również Macieja. Poznawałem ich na nowo, zachwycając pięknem melodyki, której ulegali wszyscy słuchający, doskonałością harmonii, w której słyszałem kunszt każdego z osobna, wreszcie niezwykłą ciszą, której używali ze świadomością, jak bardzo jest w tym przypadku potrzebna.

Po drugie, w doborze wierszy, a także ułożeniu z nich całości. Opowiadana przez nich historia odnosiła się do Norwida, jednak w takiej samej mierze do nas, dzisiejszych, którzy zapomnieli już o tym, jak ważne jest czytanie poezji.

No, może moje wrażenie powstało również pod wpływem wytworzonego klimatu, w którym upatruje kolejnego, tego ostatniego wielkiego zaskoczenia. Znając Norwida, a nawet pamiętając niektóre z jego wierszy, przypominałem sobie moje odczucia z nimi związane. I co najmniej kilkakrotnie odkryłem, że najwyraźniej ich odbiór tych samych utworów był zgoła odmienny!

I tak oto, na przykład, kiedy wydawało mi się, że smutek powinien być spotęgowany, aby przeszywał całego człowieka na wylot, niespodziewanie siłą swojej muzyki wydobywali mnie z wiecznego zamartwiania. Pomyślałem, że uratowali wielu od refleksji o starości, której przystoi jedynie melancholia.

Tak, ta polska znajoma wieczna melancholia, której tak wiele w naszej poezji. I dlatego właśnie jej nie czytamy? No, to pokazali, że nie trzeba jej ulegać, a jedynie wystarczy przeżyć, by stać się na nowo sobą: Kasią, Mariuszem, którego interpretacje mnie przekonały w wielu momentach, Maciejem, Andrzejem czy Piotrem. Tobą, w końcu mną, siedzącym w środku, gdzie lepiej się słucha.

I gdzie zapewne pozostanę. Pod wrażeniem, z wrażenia, takie mam wrażenie. Bo chyba mogę – jak mi się zdaje.

Poleć znajomym / udostępnij: