Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Adama Pierończyka granie w Muzeum Powstania Warszawskiego.

A gdyby ktoś spytał, co się dzieje w Muzeum Powstania Warszawskiego po jego zamknięciu, gdy gasną prawie wszystkie światła i słychać muzykę z Sali pod Liberatorem… mogę potwierdzić, że gra tam na saksofonie Adam Pierończyk!

http://etherjazzu.pl/z-cyklu-bede-tam-adam-pieronczyk-w-sali-pod-liberatorem/

Przyznał, że miejsce, w którym miał okazję ćwiczyć do trzeciej nad ranem, stanowi dla niego niesamowitą inspirację.
Tuż przed koncertem nie było w nim widać odrobiny zmęczenia. A może nawet odczuwało się pewnego rodzaju napięcie, zdradzające niecierpliwość, jakby nie mógł się już doczekać.

Zapewne miał tysiące myśli, które starał się ułożyć, by wiedzieć w jakim kierunku podąży jego improwizacja – opierająca się zasadniczo na płycie The Planet Of Eternal Life.
Muszę przyznać, że właśnie ta podstawa tworzenia oraz miejsce wydawały się nad wyraz ciekawym złączeniem, mogącym inspirować do przeróżnych kierunków poszukiwań. Choć, by powiedzieć prawdę, najpierw myślałem, że posłuży przede wszystkim głębokiemu zastanowieniu nad upływającym czasem.
Nie, nie dlatego, że Adama Pierończyka najbardziej zajmuje przemijanie – tego po nim w ogóle nie widać. Ten czas ma ogromne znaczenie na płycie The Planet Of Eternal Life.

http://piotrbielawski.natemat.pl/85341,adama-pieronczyka-rozwazania-na-temat-wiecznosci-czyli-zapiski-z-czerwonego-klasztoru

Forma improwizacji zarejestrowanej podczas koncertu w Twierdzy Peitz na pewno nakreśla kierunek poszukiwań, Muzemu Powstania Warszawskiego pozwala otworzyć się na nowe wrażenia – pomyślałem, jakby przeczuwając, że Adam Pierończyk po raz kolejny może mnie zaskoczyć swoim graniem.

Nie wiem, jak został odebrany przez innych uczestników koncertu, ale wydawało mi się przez cały wieczór, że bawił się znakomicie dobieraniem dźwięków, z radością oddając sens tej „wieczności”.
Tak, odnajdywałem wiele radości w tym graniu, chwilami wręcz roztańczenia, na dodatek wielokrotnie słysząc prawdziwą sekcję jazzową, a nie tylko solowe popisy na saksofonie Adama Pierończyka.

Czy byłem zdumiony takim obrotem sprawy? Bo przecież, jak pisałem miejsce i znaczenie czasu…
Było w tym wszystkim tyle nadziei, że nie miałem chwili na trwanie w zaskoczeniu!

To symboliczne, ale piękne, jak się zdaje, że zagrał w muzeum upamiętniającym tych, którzy walczyli o naszą wolność.
To ona właśnie sprawiała, że mógł temat czasu podjąć z przekonaniem, że wszystko ma swój sens i odpowiednią chwilę.
Nie zmienia to faktu, że zazwyczaj „wieczność”, albo przynajmniej nie zawsze można potraktować w ten sposób, gdyż nie należy do łatwych rozważań dla każdego człowieka.
Ale nawet najtrudniejsze momementy swojego improwizowania potrafił oddawać z poczuciem zupełnego, ludzkiego i artystycznego spełnienia.
Bo pewnie jest spełniony, więc zapisuje chwile, jak w pamiętniku – zapewne z tego to wynika…

Poleć znajomym / udostępnij: