Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Jazz Juniors 2014: Przyjechali zza granicy i przywieźli mnóstwo powietrza do zadymionego Krakowa:).

Myślę, że tytuł jednoznacznie sugeruje, o czym zamierzam napisać w kolejnej relacji z tegorocznego Jazz Juniors.

Będzie o polskich wykonawcach, mieszkających i tworzących poza granicami kraju, którzy wystąpili podczas festiwalu.

Przyznaję, że znając ich poprzednie i najnowsze płyty, z niesamowitą radością czekałem na występy Rafała Sarneckiego ze swoim amerykańskim składem, a także Tomka Dąbrowskiego z duńskimi przyjaciółmi.

Nie boję się napisać, że mnie nie zawiedli, świadomie zamieniając ewentualną puentę na punkt wyjścia do dalszych rozważań.

Wiem, że podejmuję ryzyko porzucenia dalszego czytania mojej relacji, skoro zdradziłem jej zakończenie.
Ten świadomy zabieg nie wynika z silnego przekonania o walorach mojego pisywania („pisywania”, bowiem znam prawdziwych mistrzów słowa pisanego, których pozwolę sobie tym razem nie wymieniać, aby nie odbiegać od właściwego tematu), a raczej z wielokrotnej obserwacji, że najbardziej intryguje wyjątkowość emocji wywołanej konkretną muzyką.

Jest jeszcze jeden powód, by poświęcić chwilę na dalsze czytanie, powracając do tytułu „Przyjechali zza granicy…”
To w Polsce nie potrafi się grać z taką świeżością? – może ktoś spytać, zastanawiając się nad sensem mojej wypowiedzi.
Ano…

Ale najpierw wróćmy do wspomnianych emocji, wywołanych graną muzyką.

Rafał Sarnecki Brooklyn Sextet to muzyka naprawdę pięknie wymyślona. Precyzyjnie nakładające się na siebie wokalizy Bogny Kicińskiej z perfekcyjnymi dźwiękami, zwłaszcza gitary Rafała Sarneckiego, sprawiają wrażenie, jakby dokładnie ta sama przestrzeń, którą widzimy na co dzień, stawała się czymś zupełnie innym, a co ciekawsze, nadal niesamowicie realnym.
Z jednej strony można w niej odczuć jakąś otaczającą nas zewsząd powszechność i niezmienność, z drugiej odnaleźć naprawdę wiele poetyckich uniesień.

O niezmiernie ciekawej koncepcji najnowszej płyty Rafała Sarneckiego rozmawialiśmy przy okazji wydania albumu „Cat’s Dream”:

Nie powtarzając wszystkich myśli z wywiadu, dotyczących oryginalności kompozycji, trzeba przyznać, że pomimo zastanowienia, jak precyzyjnie „na żywo” można oddać tak wiele istotnych dźwięków, Rafałowi Sarneckiemu udało się w zupełności ukazać piękno tych wszystkich utworów.

Jedynie taka sama precyzja, jak na płycie, w połączeniu z emocją pozwoli oddać prawdziwe walory tej muzyki – pomyślałem przed koncertem.
I tak się właśnie stało, co znakomicie odczuła widownia. Powstała chwila, którą zawarłem w porównaniu realnego świata, z przystającym do niego obrazem, wykreowanym muzyką.

Czy to oznacza, że artyści, którzy wyjechali z Polski, obdarzeni są większą wyobraźnią? Inaczej tam uczą muzyki, o wiele więcej zbierają doświadczeń, wiele więcej widzieli, więc ich artystyczne poszukiwania nie zamykają się w jakimś jednym schemacie?

Obiecuję do tych pytań powrócić zaraz po ostatnim dźwięku Tomasza Dąbrowskiego. Bo teraz o jego Tom Trio i nowej płycie, którą promowali na Jazz Juniors.

Niech żałują wszyscy, którzy nie pojawili się w małej piwnicy PiecArt, gdzie zagrali na zakończenie kolejnego, festiwalowego wieczoru. Chociaż z drugiej strony… może dzięki temu udało się Tomkowi Dąbrowskiemu przekonać, jak osobistą i intymną muzykę tworzy ze swoim zespołem. Kameralność zdarzenia wpłynęła ewidentnie na dźwieki, jakby wyciszone, a zarazem wyraźniej oddające wielość emocji, stanowiących niezaprzeczalną inspirację dla jego utworów.

Mógł ze spokojem się otworzyć, przekonując, że ma o wiele więcej do powiedzenia niż nam się dotychczas zdawało. Jeszcze wyraźniej mógł także pokazać, jak zmienia się forma jego kompozycji, stając się coraz bardziej przystępną dla słuchacza.

Przez dłuższe fragmenty tego koncertu się zdawało, że odwaga w wyrażeniu swoich głębokich refleksji staje się jedynie pretekstem do rozmowy.
Trudno o intymnych sprawach rozmawiać z tłumem, oczekującym energii i totalnej improwizacji, stąd moje przypuszczenie, że warunki klubowe pozwoliły na stworzenie tak wyjątkowej chwili.

No, może była tego jeszcze jedna przyczyna, ale nie zagłębiajmy się za bardzo, choć moim zdaniem miała kolosalne znaczenie dla przebiegu wydarzeń:).

Tak czy inaczej, Tomek Dąbrowski się zmienia, o czym kiedyś na pewno porozmawiamy.
Powstała w nim o wiele większa potrzeba komunikowania się z ludźmi za pomocą muzyki, co na szczęście nie sprawia, że rezygnuje ze swojego charakterystycznego stylu grania.

Słuchając Tom Trio, w którym grają z nim równie znakomici muzycy z Danii, jeszcze bardziej można zauważyć odmienność Tomasza Dąbrowskiego w podejściu do muzyki, porównując z muzykami kształconymi w Polsce.
Zapewne ma na to wpływ wieloletni pobyt w Danii. Ale nie wystarczy stwierdzić, że na tym opiera swoją oryginalność. To zaledwie jeden z elementów tworzenia, wzbogacający możliwości oddawania prawdziwych emocji.

Stworzył naprawdę niesamowitą chwilę, w której z łatwością mogliśmy otworzyć swoją wyobraźnię i zobaczyć rzeczy, których wcześniej być może w ogóle nie zauważaliśmy.

Proszę posłuchać płyty „Radical Movies”. Teraz, po tym co napisałem, czy „radical” rzeczywiście znaczy po prostu radykalnie? 🙂

A propos pytań, zgodnie z obietnicą powracam do wcześniejszych.
Przypomnę, że pytałem, czy artyści, którzy wyjechali z Polski, obdarzeni są większą wyobraźnią? Czy inaczej tam uczą muzyki, o wiele więcej udaje im się zebrać różnorodnych doświadczeń, więc ich artystyczne poszukiwania nie zamykają się w jakimś jednym schemacie?

Zapewne jest jakiś sens w poszukiwaniu odpowiedzi na tak postawione pytania. Bo jest w nich ukryta pewnego rodzaju prawda, doprowadzająca do znanego wniosku, że w tworzeniu liczy się otwartość.

Może sytuacja wskazuje, że łatwiej jest dojrzewać artystycznie za granicą, ale przecież mogę podać listę z wieloma nazwiskami artystów, którzy zachwycają swoją osobowością i pomysłowością, a nigdy na dłużej nie wyjechali z Polski.

Każdy niech wybierze własną drogę. A z doświadczeń tych, którzy wracają, by zaprezentować swoją muzykę – jakże inną od rodzimych produkcji – warto skorzystać…

… by za jakiś czas nie powiedziano, że przez lata nam się nie udało odświeżyć zagęszczonego powietrza nad Krakowem, a przyjechali pewnego razu Rafał Sarnecki z US i Tomasz Dabrowski z Danii, i tak świeżo powiało, tak wszędzie zawiało…:))

Poleć znajomym / udostępnij: