Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

O Enter Enea Festival nie uda się w kilku słowach opowiedzieć. Niech to więc będzie próba nieudana, ale niech będzie, bo naprawdę się działo… :)

Tytuł oddaje nie tylko ilość wydarzeń, ale przede wszystkim ich jakość.

A jechałem do Poznania pełen obaw o pierwszy dzień festiwalu. Mówiąc prawdę, zamierzenie pokazania w jednym czasie dwóch spektakli muzycznych wydawało mi się naprawdę dość ryzykowne. Zwłaszcza ciężar gatunkowy „Pamiętnika z Powstania Warszawskiego” z tekstami Mirona Białoszewskiego i muzyką Mateusza Pospieszalskiego mógł przytłoczyć publiczność natawioną po prostu na jazz.

Na szczęście zobaczyłem szeroko otwarte oczy i usłyszałem kompletne milczenie, jakby wszyscy uczestniczyli w czymś, co rzeczywiście ma miejsce dokładnie tu i teraz.
Bo choć poezja Mirona Białoszewskiego odnosi się do konkretnych wydarzeń, pozostaje ponadczasowa bez względu na okoliczności, w których przyszło nam się z nią spotkać. Bo muzyka Mateusza Pospieszalskiego jest niesamowicie przejmująca. Uderza nas swoją siłą i zatrzymuje, zagłuszając nawet największy zgiełk współczesnego miasta – proszę więc sobie wyobrazić jaką miała siłę w przepięknej, wieczornej ciszy nad jeziorem Strzeszyńskim. Bo interpretacje tych tekstów w wykonaniu Anny Marii Jopek, Adama Nowaka czy samego Mateusza Pospieszalskiego nie pozwalały pozostać obojętnym wobec toczących się wydarzeń – takie to było przeżycie. Do tego chór i orkiestra… naprawdę długo by opisywać doskonałość wszystkich elementów tego spektaklu.

Ech, aż sam się dziwię, że skupiam uwagę na tym wydarzeniu, choć jechałem na Enter Enea Festival, by posłuchać przede wszystkim trzech wybitnych projektów: Wunderkammer (Michael Wollny, Tamar Halperin, Hanno Bush), Ambrose Akinmusire Quartet (Ambrose Akinmusire, Sam Harris, Matt Brewer, Justin Brown), Leszek Możdżer, Dominik Bukowski i Atom String Quartet (Dawid Lubowicz, Mateusz Smoczyński, Michał Zaborski, Krzysztof Lenczowski).

A propos Leszka Możdżera, pierwszego dnia festiwalowego pokazał swój „Bal w operze”, czyli muzykę do tekstów Juliana Tuwima. Spektakl, o którym najkrócej i najdobitniej byłoby powiedzieć „kompletny”, przyniósł zupełnie inne emocje niż Pamiętnik Mirona Białoszewskiego. Na pewno Tuwim w takim wydaniu rozbawił i rozruszał publiczność. Może chwilami zastanowił, albo tak mi się wydawało.

Było tu wszystko: improwizacje, formy ludowe zmieszane z muzyką rozrywkową czy nawet reggae, rock, jazz w najczystszej postaci, czy w końcu pastiż nie tylko słowny ale również muzyczny, przenoszący nas bezpośrednio w świat musicalu.

Nie będę wymieniał długiej listy występujących, genialnych postaci, które stanowią o sile tego przedstawienia, bowiem bardziej chciałbym się skupić na przekazie. Mogłoby się wydawać, że lata świetlne minęły od powstania tych tekstów, a co za tym idzie, sugestia, że wszystko w tym czasie się zmieniło byłaby nie pozbawiona słuszności. Nic z tych rzeczy – drodzy miłośnicy polskiej muzyki i naszego języka. Nic z tych rzeczy… Bez trudności przychodzi nam zrozumienie wszystkiego, bez względu czy mówimy o rzeczach w tych tekstach zapisanych, czy wszystkim, co kryje się między słowami.

Zapewne to zasługa Leszka Możdżera, który znakomicie postawił muzyczne akcenty, ułatwiając w ten sposób odbiór tych tekstów.

Tak oto zamiast rozpisywać się nad genialnym Lutosławskim, zmieszanym z autorskimi kompozycjami Dominika Bukowskiego oraz muzyków z Atom String Quartet, po czym zachwycać się pozostałymi projektami, które zostały zaprezentowane na tegorocznym Enter Enea Festival, zatrzymałem się na dłużej przy zupełnie odmiennej formie – przyznają państwo, że niecodziennej, jak na festiwal jazzowy.

Właśnie ta niecodzienność sprawiła, że mieliśmy do czynienia z czymś naprawdę oryginalnym, a biorąc pod uwagę również pozostałe koncerty, bez dwóch zdań z imprezą na najwyższym poziomie.

Ech, ten Lutosławski… tak malowniczy w swojej delikatności i porywającej wręcz sile, tak przystępny dla słuchacza, a z drugiej nie pozbawiony swoich artystycznych walorów. Tak oczywisty w swojej dobrze nam znanej melodyce i zarazem niezmiernie nowoczesny w wykonaniu Atom String Quartet, Domika Bukowskiego i Leszka Możdżera.

Ten Ambrose Akinmusire, którego odmienność kulturową można poznawać godzinami, zachwycając się każdym pojedynczym dźwiękiem. Ech, muszę przyznać, że byłem wręcz oszołomiony, gdy zaledwie po kilku dźwiękach perkusji stwierdziłem, że potrafi ją wyrazić nie tylko samą trąbką, oddając wiele przestrzeni pozostałym muzykom.

Aż wreszcie Michael Wollny, Tamar Halperin i Hanno Bush, przy których powinienem trzy razy się zachwycić. Jednak zwrócę uwagę nie na indywidualne możliwości poszczególnych muzyków, a na genialne wyważenie pomiędzy muzyką dawną i dzisiejszą muzyką improwizowaną. Tak, to była prawdziwa lekcja, jak powinno się myśleć o współczesnej muzyce, łaczącej w sobie wiele gatunków muzycznych, aby z jednej strony zachować w swoim tworzeniu znamiona prawdziwej sztuki, z drugiej jednak dotrzeć do zwykłego odbiorcy muzyki.

Kiedy sobie uświadomiłem prawdziwy sens tej refleksji, pojawiła się retrospekcja przypominająca wszystkie wydarzenia festiwalu i przyszło zastanowienie: czyżby odnosiła się do wszystkich występujących w tym roku na Enter Enea Festival? 🙂

Poleć znajomym / udostępnij: