Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

O genialności Nikki Yanofsky, a także o tym, czego jej jeszcze brakuje.

Nikki Yanofsky zadebiutowała na wielkiej scenie jazzowej, jako zaledwie kilkunastoletnia dziewczynka. Świat oniemiał, słuchając jej głosu, niesamowitych już wtedy umiejętności wokalnych, nie mówiąc o naprawdę dojrzałych interpretacjach wielkich standardów, którymi przekonała do siebie największych znawców muzyki.

Minęło… no dobrze, nie będę liczył, ile czasu upłynęło:). Nikki ma dzisiaj 20 lat, wiele koncertów oraz dwie płyty na swoim końcie – najnowszą, zatytułowaną „Little Secret”,  wydała zaledwie kilka tygodni temu.

Gdybym nawet nie wiedział, że Quincy Jones jest jej największym mentorem, po wysłuchaniu pierwszych dźwięków z tego albumu samemu bym to zapewne zauważył. Doskonała amerykańska produkcja z piosenkami. No właśnie…

Wpływ tego wielkiego artysty na kolejnych artystów jest niepodważalny, ale co za tym idzie,  powstają piosenki oparte na jazzie, jednak za każdym razem wykraczają poza ramy jednego gatunku muzycznego. Quincy Jones sprawił, że muzyka rozrywkowa łączy w sobie wiele stylów muzycznych, perfekcyjnie przenikających siebie nawzajem.

Trzeba też zauważyć, czym interesują się młode pokolenia, a także spojrzeć na współczesny świat kolorowych obrazków, jako nieodłączny element nie tylko w muzyce pop, aby zrozumieć, w jakim kierunku podaża Nikki Yanofsky.

Zmienia się również forma show, spektaklu, koncertu jazzowego? Być może od jakiegoś czasu zastępowanie sekcji dętej przez komputer jest ogólnie przyjęte za sprawą twórców hip-hopowych, jednak nie zawsze się sprawdza.

Tymczasem Nikki Yanofsky jest obdarzona niesamowitą umiejętnością swingowania, czym przecież wszystkich zachwyciła na początku swojej kariery. Tak, ma niesamowity talent, kóry zapewne stanowi podstawę do dalszego jej śpiewania. I nie można mieć żalu, że rozwija się w takim, a nie innym kierunku, że nie uczepiła się jedynie jazzu, że nie udaje, jakoby miała mnóstwo doświadczeń, zapewne potrzebnych wokalistce jazzowej. Chociaż, mówiąc o tym…

Od tego momentu zaczyna się moja relacja z koncertu Nikki Yanofsky podczas Ladies’ Jazz Festival. Będę trochę narzekał – tym razem proszę mi wybaczyć.

Rozumiem, że nie było stać organizatora, aby Nikki Yanofsky przyjechała z całą orkiestrą. Hmm, a może należało zaproponować, by zaśpiewała wyjątkowo z trio jazzowym?

Możliwe, że nie chciałaby wystąpić w tak kameralnym składzie. Jej piosenki są bowiem rozbudowane aranżacyjnie, a ich siła właśnie w bogactwie tych wszystkich dźwięków. Na dodatek bogactwie prawdziwie amerykańskim, przypominając, jak ważną postacią dla Nikki Yanofsky jest Quincy Jones.

Zresztą, koncert miał schemat amerykańskiego show we wszystkich jego elementach, z dynamicznym początkiem, mającym od razu poruszyć publicznością, naprawdę ciekawą wiązanką przebojów, mającą wręcz porwać wszystkich do tańca, w końcu pokazem możliwości wokalnych, bisującej a cappella Nikki Yanofsky.

Pomiędzy, prezentowała utwory z najnowszej płyty – rażące użyciem komputera, zastępującego wspomnianą sekcji, która potrafi dodać ognia każdej muzyce – a także przepiękne tematy, wykonane z fortepianem, gitarą, kontrabasem i perkusją, w których mogła wreszcie pokazać cały wachlarz swoich możliwości wokalnych.

Genialnie potrafi śpiewać – nawiązując do tytułu mojej ralacji – lecz nie we wszystkich momentach była dla mnie przekonywująca. Najważniejsze, że była szczera, bowiem tego nie mogę jej odmówić.

Brakowało również chórku, który pojawiał się z taśmy. Tu nie chodziło tylko o tak zwane „żywe” dźwięki, ale dodatkowo brakowało ruchu scenicznego, dającego więcej możliwości tanecznych dla samej Nikki Yanofsky. Tego rodzaju zabawa z pozostałą częścią zespołu dodaje kolorytu koncertowi, wpływając na emocje widowni. Wtedy dopiero się dzieje, a tak…

Nikki mogła przez chwilę znaleźć kontakt z pianistą, albo kilkakrotnie pląsać z gitarzystą, i tyle… To sprawiło, że chociaż wielokrotnie zapraszała publiczność do zabawy, niekoniecznie wszyscy odczuwali taką potrzebę.

Ech, przepraszam, ale tego się nie robi. Albo nie w ten sposób, ewentulanie nie można tak traktować tego rodzaju muzyki. Tutaj swing miał przekonywać o tym, jak bardzo potrafi być ponadczasowy!

Nikki Yanofsky pokazała, jak wielkim talentem dysponuje, ale mogłaby w pełni zabrzmieć  z prawdziwą orkiestrą, bądź zupełnie kameralnie, po przearanżowaniu poszczególnych piosenek.

Czy kogoś stać na powtórzenie jej koncertu? Bo jeśli nie ma takiej możliwości, aby przywiozła cały band ze sobą, albo zgodziła się wyjątkowo zaśpiewać w okrojonym składzie – czarując swoją doskonałością i klimatem piosenek – to zaczekajmy, aż Nikki Yanofsky będzie po 30-ce, gdyż jestem przekonany, że zbierze do tego czasu wystarczająco doświadczeń, aby dopracować swoje występy.

Nikki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poleć znajomym / udostępnij: