Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Pawlik & Pawlik, czyli podwójna dawka emocji.

Od razu powiem, że nie będę rozstrzygał, jak bardzo podobny jest syn do ojca, ani nie zamierzam doszukiwać się zasadniczych różnic pomiędzy doświadczonym Włodkiem Pawlikiem oraz szukającym w dalszym ciągu swojego miejsca Łukaszem Pawlikiem.

Przeżyłem ich koncerty tak samo emocjonalnie, co oznacza, że poza doskonałym warsztatem i wyobraźnią posiadają również silne osobowości, dzięki którym naprawdę potrafią wpływać na słuchacza.
Rozglądałem się wielokrotnie po sali – wpływali nie tylko na mnie, więc nie sądzę, by było to subiektywne odczucie.

Oba koncerty w takim samym stopniu doceniam pod względem przygotowania, ułożenia następujących po sobie utworów, stanowiących o pewnego rodzaju dramaturgii danego koncertu, a także realizacji przyjętych założeń, dzięki którym otrzymaliśmy dwa kompletne przedstawienia. Ok, zgodzę się ze stwierdzeniem, że Łukasz Pawlik delikatną sugestią dyrygował swoim zespołem, podczas gdy Włodek Pawlik stanowczo pokazywał, czego wymaga od dokładnie tych samych muzyków, ale przecież w konsekwencji obaj uzyskali efekt, o który zapewne im chodziło.
Obserwowałem zarówno Łukasza, jak również Włodka – wielokrotnie nie kryli swojego zadowolenia, więc chyba mój pogląd nie jest taki bezpodstawny.

W składzie obu zespołów mogliśmy usłyszeć Cezarego Konrada – perkusja, Pawła Pańtę – bas, kontrabas. W przypadku występu Łukasza Pawlika instrumentarium zostało rozszerzone o saksofon, na którym zagrał Dawid Główczewski.

Łukasz Pawlik zagrał materiał ze swojej nowej płyty „Lonely Journey”, która miała swoją premierę dokładnie w dniu koncertu. To ciekawe, ale przez cały czas miałem wrażenie, że mam do czynienia z niezwykle melodyjnymi utworami, na tyle łatwymi w odbiorze, by dotrzeć i zachwycić nie tylko znawców muzyki jazzowej.

Tymczasem każdemu z nich jedynie pozornie można przypisać konkretny styl, z którego niby wynika. Nawet określając, co stanowi prawdziwą jego podstawę, przy uważnym słuchaniu można stwierdzić, że dzieje się w nim tak naprawdę o wiele więcej. To wynik z jednej strony różnorodnej rytmiki, z drugiej efektów nałożonych z komputera, otwierających zupełnie nową przestrzeń dla tej muzyki. Tak czy inaczej, niezaprzeczalnie bez względu na złożoność danej kompozycji, w dalszym ciągu pozostaje ona niezwykle przystępna.

A że materiał z nowej płyty Łukasza Pawlika jest naprawdę różnorodny – zabawy mieli co niemiara. Bez dwóch zdań bawiła się również publiczność.

100_3888

100_3889

100_3890

Włodek Pawlik zagrał Amerykę, czyli swoją ostatnią płytę. Wątpię, by ktoś nie zgodził się ze stwierdzeniem, że po otrzymaniu nagrody Grammy stał się pewnym siebie artystą. Proszę jednak zwrócić uwagę, że przede wszystkim jeszcze bardziej świadomym, czym powinna być prawdziwa kreacja.

I kreuje, a jest w tym niezwykle urokliwy. I kreuje, bawiąc wszystkich, a pozostaje przy tym niezwykle szczery – co do tego nie ma wątpliwości. I kreuje, dbając o najdrobniejsze szczegóły, by nie zatracić sensu swojego tworzenia (czytaj: wartości sztuki, którą tworzy).

Jego otwartość przekłada się na zdecydowanie – o czym wspomniałem, pisząc, że stawia wysokie wymagania przed swoimi muzykami. Niesamowicie wpływa na jego energetyczne granie, innym razem na niezwykle oryginalne wykonania muzyki klasycznej, którą nieustannie się inspiruje.

O otwartości się mówi, jako podstawie wszelkich działań twórczych. Jednak wielokrotnie staje się zamkniętą formą, na dodatek niedostępną, zbyt odległą dla odbiorcy. Nie u niego, gdyż w prosty, komunikatywny sposób potrafi przełożyć nawet najtrudniejsze dzieło na język na tyle zrozumiały, by poruszyć naszymi zwykłymi emocjami.

Jak jest ta jego Ameryka? Ech, pełna słowiańskich melodii, które niezmiernie nas urzekają, choć może się do tego nie przyznajemy. Tak, widziana oczami artysty spełnionego, który w dalszym ciagu ma wiele do powiedzenia. Chyba wciąż jej spragnionego, biorąc pod uwagę coraz mocniejsze uderzenia w klawisze fortepianu.

Na pewno jest obrazem drobiazgowo przemyślanej improwizacji, łączącej w sobie wszystkie dotychczasowe doświadczenia. To dzięki nim jednością się staje muzyka, poezja i swoistego rodzaju show, któremu bezwiednie ulegamy. A wszystko na najwyższym światowym poziomie.

100_3892

100_3893

100_3891

100_3895

I na tym mógłbym zakończyć, gdyby nie jedno ale… Panowie Łukasz i Włodek obiecali, że wystąpią tego wieczoru razem, a tak się nie stało. Rozumiem, że zabrakło czasu, aby odpowiednio przygotować taki występ. Jeśli coś ma nie być perfekcyjne, lepiej z tego zrezygnować – to prawda. Tylko pamiętajcie, żeby obietnice spełniać. Niespełnione też o nas świadczą. Ja czekam, że następnym razem…

A okazja będzie już w listopadzie 2016, podczas zapowiedzianego festiwalu jazzowego w Łodzi, którego dyrektorem artystycznym będzie Włodek Pawlik.

Poleć znajomym / udostępnij: