Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Pink Freud zapraszają do zabawy. Tym razem „party” z ich udziałem odbyło się w Łodzi.

Najlepiej być charakterystycznym artystą, o naprawdę rozpoznawalnym, niepowtarzalnym stylu, ale… myślę, że pełnią szczęścia dla artysty jest posiadanie oprócz tego oryginalnego pomysłu na swoje granie.

Bo przecież mistrzostwo techniki gry na danym instrumencie nie musi od razu się przekładać na sukces. I nie mówcie, że muzyków nie interesuje jego osiągnięcie. No dobrze, inaczej pojmują swoją misję niektórzy klasycy, ale przecież można tak samo wśrod nich wymienić wiele popularnych postaci.

Tymczasem, wracając do muzyków zajmujących się improwizacją, pozwolę sobie zadać pytanie, czy wyrażanie siebie poprzez emocje, by nie powiedzieć, że wręcz zupełne obnażanie się przed publicznością, nie wynika po prostu z potrzeby zrozumienia, czy zwykłej rozmowy?

Skoro tak, najważniejsze się staje wzruszenie, zadziwienie, albo nawet wywołanie szoku. Pewnie możliwe są również jakieś stany pośrednie, bądź nałożenie wielu wrażeń, aby zaintrygować słuchacza i wciągnąć do zabawy, ale pozostawmy ten wątek:)…

W takim razie kolejne pytanie. Kiedy zaczyna się prawdziwa zabawa?
Może wtedy, gdy zebrane doświadczenia pozwalają na swobodne korzystanie z wielu form muzycznych, stylów i gatunków, stanowiąc kolejny punkt wyjścia dla wyobraźni?

Moim zdaniem ochota na tego typu zabawę nie wynika z przeświadczenie, że wszystko zostało już powiedziane, albo brakuje pomysłu, na jaki poważny temat można jeszcze improwizować. Taki stan oznaczałby po prostu kres wszelkich możliwości twórczych.

Z kolei, gdyby taką formę wypowiedzi potraktować, jako chwilowe odejście od intelektualnych rozważań, czym jest jazz w swojej istocie, należałoby od razu wyraźnie podkreślić, że nie musi to jedynie oznaczać nastawienia twórcy na „show”. Tym bardziej zbyt daleko idącym wnioskiem byłoby w tym momencie stwierdzenie, że zwyczajnie stracił swoją tożsamość.

Pink Freud zapraszają do zabawy – to prawda.
Korzystają z tak wielu rzeczy, że w jednej chwili nie sposób wychwycić, z jak wielu elementów budują napięcie pomiędzy zespołem a widownią.
Kiedy uderzają mocną, hard rockową muzyką, prezentują taką samą postawę na scenie. Pozwalają tańczyć punka i robić hałas podczas skakania po scenie, pokrzykiwania i śpiewania. W końcu potrafią w odpowiednich momentach powrócić do prawdziwego jazzu, aby pokazać, skąd tak naprawdę wynika ich muzyka.

Nie mają wtedy łatwego zadania, bowiem muszą pamiętać o spójności prezentowanych utworów. To wymaga wyrzucenia z siebie podwójnej energii i dokładnie takiego samego skupienia, by wszystko zabrzmiało perfekcyjnie w trakcie improwizowania.

Ok, trochę się przyczepię, bowiem moim zdaniem coraz mniej takich prawdziwie jazzowych utworów, nie pomieszanych z innymi stylami muzycznymi. Na szczęście nie ograniczałem się nigdy do słuchania tylko jednego gatunku muzyki, więc dawałem sobię spokojnie radę, ale fani klasycznego jazzu mogli mieć z tym problem. Jeśli o mnie chodzi, chwilami nawet łapałem się na tym, że potrafili mnie kompletnie zaskoczyć swoimi inspiracjami, albo nawiązaniami do muzyki, którą pamiętam z przeszłości.

Właśnie, przy okazji muszę przyznać, że niesamowitą zaletą zespołu Pink Freud jest myślenie o koncercie w kategoriach komercyjnych.
Chwała komuś, kto w dzisiejszych czasach tak potrafi!

Jak to się robi? Zapewne z jednej strony należy postawić na różnorodność granego materiału, z drugiej na ciągły kontakt z widownią.

Co do różnorodności, przedpremierowo zagrali fragmenty nowej płyty. Bezsprzecznie to utwory odróżniające się zabarwieniem od wcześniejszych kompozycji, przede wszystkim za sprawą elektroniki, która nakreśla zupełnie inną przestrzeń dla tej muzyki.

Tak, tym razem „party” z udziałem Pink Freud odbyło się w Łodzi.
Myślę, że użyte przeze mnie w tytule stwierdzenie „z ich udziałem” znakomicie oddaje atmosferę tego koncertu. Taki mają pomysł na granie muzyki, która niezaprzeczalnie w dalszym ciągu opiera się na improwizacji.

Pink Freud nie uczy jazzu, a nim się bawi – pomyślałem, gdy zakończyli.
Najciekawsze, że najlepiej się kogoś uczy poprzez zabawę, a pod sceną widziałem naprawdę wielu młodych ludzi, którzy bawili się doskonale.

Proszę mi wierzyć, że koncert Pink Freud to zupełne szaleństwo! Albo proszę następnym razem samemu sprawdzić:).

fot. Piotr Sikora

Poleć znajomym / udostępnij: