Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Tubis Trio „The Truth”: Być prawdziwym to nie wstydzić się swojej wrażliwości.

tub2

Zaczynasz słuchać i po raz kolejny stwierdzasz, że Maciej Tubis jest melodykiem, obarczonym niesamowitą zdolnością rozwijania tej melodii w nieskończoność. Ile dźwięków potrafi przy tym odnaleźć, aby ubarwić jej trwanie w czasie i przestrzeni, z ilu środków wyrazu skorzystać, a przede wszystkim…

… no właśnie, i tu dochodzimy do harmonii, której poświęca nie mnie uwagi, co rusz zaskakując i zachwycając bardziej wymagającego słuchacza.

W takim razie może najpierw odnajduje w tym, co słyszy, skomplikowane harmonie, które układa sobie w głowie, upraszcza, aby nie utrudniały nam słuchania, po czym decyduje, jak często powinny się zmieniać dla zachowania tempa i klimatu kompozycji?

Ta niezwykle frapująca myśl powinna stać się punktem wyjścia do dalszych rozważań, tymczasem stwierdzasz, że jesteś już w środku słuchania nowej płyty Tubis Trio „The Truth”.

Pojawia się utwór numer siedem, zatytułowany „It’s A Beautiful Winter Out There”, sprawiając, że zamiast w dalszym ciągu dogłębnie analizować muzykę, bezwiednie kontestujesz pojęcie upływającego czasu.
Co więcej, zaledwie chwilę później docerasz do euforycznego wręcz odkrycia, że wcale ci nie przeszkadza, jak szybko wszystko przemija, gdy czujesz radość ze słuchania czegoś tak przyjemnego, wciągającego cię zupełnie.

Ta muzyka oczywiście nie sprawia, że zapominasz o otaczającej cię rzeczywistości. Raczej zmienia oblicze przestrzeni, w której wciąż się przecież znajdujesz. Masz wrażenie, jakby nagle wszystko wypiękniało na twoich oczach, w końcu łapiesz się na tym, że pochłania cię wspominanie rzeczy, które lubisz najbardziej.

Stają ci przed oczami: deszcz lub śnieg za oknem, ciepły sweter, kubek gorącej kawy albo herbaty, przytulenie…
… nie, nie wymieniam tych przyjemności z potrzeby zaznaczenia mojej obecności. Raczej chodzi mi o oddanie istoty muzyki Macieja Tubisa.

Tak, romantyk z niego. Właśnie, a gdyby wspomniana romantyczność była początkiem całego procesu twórczego, w wyniku którego powstają tak piękne, melodyjne utwory?

Moim zdaniem ma ona totalne znaczenie, czego najlepszym przykładem są improwizacje. Można długo się rozpisywać na temat muzyki z płyty „The Truth”, jednak pamiętajmy, że wynika ona z potrzeby chwili. Jest więc niekłamanym obrazem artysty, uzewnętrzniającego emocje, którym ulega w danym momencie.

Szczególne znaczenie dla jakiejkolwiek twórczości mają oczywiście wszelkie linie podziału, stanowiące, czy dane dzieło to jedynie eksperyment, czy wynik rzeczywiście przemyślanej, artystycznej koncepcji. W tym przypadku, jak pisałem wcześniej, w pierwszej chwili zachwyca równoważność melodii i harmonii. Ale podobnie jest również z częściami improwizowanymi, których obecność została perfekcyjnie wymierzona dla każdej kompozycji, jak również całej płyty.

Bo „The Truth” to prawdziwa historia człowieka, który nie wstydzi się swojej wrażliwości w świecie, w którym coraz mniej tej prawdy…

Tak, wiem, powinienem napisać prawdę do końca. To prawdziwa historia Macieja Tubisa – fortepian, Pawła Puszczało – kontrabas, Przemysława Pacana – perkusja.

To ich nakładające się na siebie emocje stanowią jedną spójną opowieść „, zaczynającą się od „Monday On My Way” (chyba to powinien być sztandarowy utwór dla mojej audcji „Jazzy Monday”), poprzez wspomnianą kompozycję „It’s A Beautiful Winter Out There” (moim zdaniem niezwykle potrzebną dla zauważenia czegoś nieuchwytnego w tej muzyce), po ostatni jej fragment „Triceratops”.

Chciałbym tylko wierzyć, że Maciej Tubis będzie chciał częściej tworzyć takie historie, bo powraca po ilu latach milczenia?

Poleć znajomym / udostępnij: