Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

W kilku słowach i kilku rozmowach o Jazz Juniors…

Tak się wyjątkowo zdarzyło, że wraz z zakończeniem tegorocznego Jazzu Juniors wystartował videoblog Ether Jazzu.
Z jednej strony w ten sposób tłumaczę opóźnienie w opisywaniu poszczególnych koncertów, ale z drugiej strony, nie żałuję, że chwilę to trwało.

Tak sobie myślę, że dzięki temu mogę z dystansem spojrzeć na jubileusz 40-lecia tej zacnej imprezy, a co ważniejsze, nie tylko swoim pisaniem, ale przede wszystkim zamieszczonymi rozmowami pokazać najciekawsze wydarzenia.

Co do 40-lecia Jazz Juniors…

Zazwyczaj nie zajmuję się sprawami organizacyjnymi, jednak biorąc pod uwagę, że festiwal mógł się nie odbyć, gdyby nie Tomek Handzlik i jego ekipa (Wszystkim gratuluję!), rozpocznę od stwierdzenia: Proszę się od nich uczyć, jak to się robi:).

Gdybym nie wiedział, że wszystko było załatwiane w ostatniej chwili, na pewno bym się tego nie domyślił. Podjąć się takiego zadania, mając na dodatek świadomość jubileuszu – niezwyła odwaga. Bez dwóch zdań, pewnego rodzaju perturbacje, mogące w konsekwencji doprowadzić do odwołania tegorocznego festiwalu, odbiły się na jego budżecie. Można było świętować huczniej, bardziej okazale. Ale Jazz Juniors nadal istnieje, jako miejsce, w którym mogą debiutować młodzi polscy artyści – co wydaje się rzeczą najważniejszą, nie do przecenienia.

Można podejmować dyskusje na temat pomysłu na ten festiwal, jednak najważniejsze, by pozostała jego istota. Jazz Juniors ma za zadanie pokazywać i promować młodych polskich muzyków. I oby w dalszym ciągu promował!

To prawda, nie wszystkimi występami konkursowymi byłem zachwycony. Nie zmienia to faktu, że coraz ciekawszych wykonawców spotykam na Jazz Juniors.

Teraz czas na gratulacje dla zwycięzcy. Tomasz Chyła ze swoim Quintetem prawie się spóźnił, zagrał i wyjechał, nie przewidując, że wygra. Po werdykcje musiał wracać samolotem z Gdańska, aby odebrać nagrody.

Oto kolejny skrzypek zostaje doceniony podczas jednego z najważniejszych konkursów odbywających się w tym kraju. Od kilku lat obserwuję taką sytuację, z coraz większym zaciekawieniem czekając, co z tego wyniknie. Bartosz Dworak i Mateusz Smoczyński wygrali dwa konkursy im. Z.Seiferta, w ubiegłym roku lauretatem Jazz Juniors został Stanisław Słowiński. Czyżby polska muzyka improwizowana na nowo skrzypcami stała?

Na szczęście usłyszałem też ciekawych pianistów oraz saksofonistów, więc… czekam ze spokojem i pewnością, że idziemy w dobrym kierunku.

W końcu koncerty gwiazd.

Zacznijmy od zespołu PSM (Łukasz Poprawski – sax,fagot; Jan Smoczyński – Arp.Odyssey, Roland Jx-3p, programowanie; Michał Miśkiewicz – perkusja, Roland Spd-sx).

Doskonały pomysł na muzykę, ale także na rozwój każdego z członków zespołu. Chyba potrzebowali choćby na chwilę wyjść z mimowolnie narzuconych ram, by odkryć w sobie pierwotną potrzebę poszukiwania. Elektronika pozwoliła im się zrealizować, choć zapewne w dużej mierze zaskakiwała w fazie eksperymentów. To jeszcze bardziej ich napędzało do tworzenia, bowiem słychać, jak dalece odeszli od tego, co robili dotychczas. Domeną ich tworzenia jest przestrzeń, w której wszystko nabiera wielu znaczeń, refleksja, pozwalająca słuchaczowi odnaleźć własną interpretację, a także zabawa rytmem, która sugeruje, że mamy do czynienia ze swoistego rodzaju podróżą po całym świecie.

Zresztą proszę samemu posłuchać rozmowy Z Jankiem Smoczyńskim:

I koncert na 4 fortepiany (Leszek Możdżer, Marcin Wasilewski, Piotr Orzechowski, Paweł Kaczmarczyk).

Jeśli wcześniej doceniałem Leszka Możdżera za umiejętność dotarcia do wszystkich słuchających, to jego występ na Jazz Juniors był najlepszym pokazem tego mistrzostwa. Trzeba dbać o każdy najmniejszy element swojej gry, ale również obecności na scenie. A przy tym improwizować emocją, która bodaj najmocniej oddziałuje na publiczność.

Spotkanie z pozostałymi pianistami mogło go tylko wzbogacić, biorąc pod uwagę otwartość Leszka Możdżera:

Marcin Wasilewski… wystarczył pierwszy dźwięk jego frotepianu, by poczuć, jak głęboko potrafi sięgnąć do swojego wnętrza. Niesamowite uduchowienie, które sprawia, że człowiek zapomina o całym świecie, przenosząć się w zupełnie nieznane rejony wrazliwości.

Po prostu magia:

Przed nim wystąpił Paweł Kaczmarczyk, w swoim osobistym – nawiązując do tytułu utworu „Something personal” – czyli charakterystycznym stylu. Przypomniałem sobie wersje płytowe prezentowanych przez niego utworów, i pomyślałem, jakby chwila się doskonale zatrzymała.

I Piotr Orzechowski „Pianohooligan”. Cieszę się niezmiernie, słysząc, jak się rozwija. Jak niewiele potrzebuje zagrać, by przykuć moją uwagę. Jak poszukuje, na poważnie i dla zabawy, nieznanych dźwięków. Jak je znajduje.

W końcu, jak potrafi uważnie słuchać, o czym przekonałem się podczas tego koncertu. Oj, nie wiem, czy właśnie Piotr Orzechowski nie wyniósł dla siebie najwięcej z tego spotkania:



Tak czy inaczej, zapełniona sala stanowi najlepszą recenzję tego koncertu. I daje nadzieję, że organizatorzy Jazz Juniors mają dla kogo szykować kolejną jego edycję…

… do zobaczenia więc za rok w Krakowie?

Poleć znajomym / udostępnij: