Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Lotos Jazz Festival Bielska Zadymka Jazzowa, czyli o tym, że krawaciarze potrafią także nieźle zadymić:)

Oj tak, potrafią zadymić krawaciarze, odwołując się wprost do Rona Cartera, który bez krawata i swojego ukochanego kontrabasu nie wychodzi na scenę.

Mówiąc szczerze, przecież prawdziwi mistrzowie potrafą wyjść poza konwenanse, czego kolejnym przykładem jest Tim Brooner, występujący w nienagannie dopasowanej marynarce, nie krępującej w ogóle możliwości jego swobodnej wypowiedzi.

To właśnie Ron Carter i Till Bronner byli gwiazdami kilku wieczorów na Lotos Jazz Festival Bielska Zadymka Jazzowa, obok jeszcze innych postaci, wśród których pojawił się długo oczekiwany Kenny Garrett.

I od niego pozwolę sobie zacząć, pamiętając rozmowę z wieloletnim miłośnikiem jazzu, który nie ukrywał zawiedzenia po jego koncercie.

Jeśli Kenny Garrett rozczarował, to przede wszystkim dlatego, że nie została właściwie odczytana wiadomość, z jakim materiałem przyjeżdża do Bielska- Białej. Zasadniczo zagrał muzykę z „Do Your Dance!” – znacie ten album?

Niezła zabawa. Co prawda nie do końca dla mnie, ale nie odmówię mu radości grania, niesamowitej energii, czy w końcu wielu mistrzowskich improwizacji.

Niestety przedłużająca się chwila interakcji z roztańczoną publicznością, z wykrzyczanym kilkakrotnie hasłem „Do Your Dance!”, odpowiednikiem pytania, jak się bawicie, lekko ocierała się o….

… ale może nikt więcej tego tak nie odebrał. Tak czy inaczej, niepotrzebnie wydłużał końcówkę swojego występu. Raczej wolę pozostawić w pamięci kilka wcześniejszych momentów, kiedy bez wątpienia wzniósł się na wyżyny swojego stylu.

Ron Carter już na konferencji prasowej powiedział, że każdy koncert jest dla niego nowym początkiem. Kiedy podziękowałem za muzykę, którą tworzy, a tak naprawdę za wrażliwość, która na pewno wzbogaca słuchacza, powiedział, że nieustannie szuka w sobie prawdziwych doznań.

Nie miałem czasu na pytanie o pewność i niepewność, z których zapewne wynika poszukiwanie perfekcyjnego dźwięku. Perfekcyjnego muzycznie, ale również w odniesieniu do emocji, będących w takim razie dla niego podstawą.

Odpowiedź zobaczyłem i usłyszałem już podczas pierwszego koncertu Rona Cartera na tegorocznym Lotos Jazz Festival Bielska Zadymka Jazzowa. Grał z polskimi muzykami, czyli Big Bandem stworzonym na potrzeby tego wydarzenia.

Wspomniana pewność musi wynikać z doświadczeń, co naturalne. Niepewność stanowi ekscytację, bez której granie staje się sztampowe, a muzyk jest tylko rzemieślnikiem – pomyślałem, obserwując mistrza.

Niesamowicie piękne było czekanie na dźwięki, które usłyszy. Spokojne, cierpliwe czekanie, ale zarazem zdradzające ogromne emocje, którym pozwalał się budzić, aby następnie szybko formować na swój oryginalny sposób.

Był częścią Lotos Jazz Festival Big Band, ani na moment nie wychodząc z tej roli. I tylko pozostali członkowie zespołu mogą potwierdzić, jak fantastyczną był podstawą, dającą poczucie bezpieczeństwa na scenie.

W sumie, nic więcej nie robił. A jednak, gdy mu się przypatrywałem, widziałem, jak uruchamia swoją wyobraźnię, by w pełni oddać wszystko, co działo się w danym momencie z jego utworem. Nie interpretował, pisał go wręcz na nowo.

Pewnie wszyscy zachwycą się wydarzeniami finałowymi w NOSPR, z udziałem Richarda Galliano i Rona Cartera. Mam prośbę, doceńcie także koncert genialnego kontrabasisty w Bielskim Centrum Kultury.

Doceńcie wszyscy, bo jestem pewny, że nigdy go nie zapomną muzycy Big Bandu, a zwłaszcza Paweł Tomaszewski i Łukasz Żyta, którzy stworzyli mistrzowskie trio z Ronem Carterem podczas tego wieczoru. To była niepowtarzalna chwila!

Wreszcie kilka słów należy się duetowi Till Brooner i Dieter Ilg. Nie wiem, czy można ich wspólne tworzenie jakoś w pełni opisać. Miałbym chyba taką samą trudność uwzględnić wszystko, co istotne, w dłuższej formie literackiej czy dziennikarskiej, więc rzeczywiście może łatwiej oprzeć się na kilku elementach, może nawet tylko na jednym, by oddać swoistego rodzaju zachwyt, który we mnie pozostanie.

Trąbka i kontrabas. Mając tylko dwa instrumenty można sobie pozwolić na użycie środków wyrazu, które w większych składach niekoniecznie się sprawdzają, albo nie pokazują niuansów, nadających prawdziwego piękna muzyce.

Trzeba przy tym pamiętać, by nie zagubić melodii, którą odbiorca jest w stanie mimo woli usłyszeć, a może nawet ciągle odczuwać zmysłowo. Dopiero wtedy powstaje jedyna w swoim rodzaju silna więź między wykonawcami a publicznością.

Od początku ich występu towarzyszyło mi przekonanie, że w czystości tej formy wybitny znawca odczyta wiele zapożyczeń z klasyki, usłyszy zaskakujące improwizacje, doceni spójność poszczególnych elementów, a także doskonałość wyobraźni oraz warsztatu muzycznego. Dopiero, gdy zobaczyłem, jak oddziałuje klimat ich tworzenia na innych, pojąłem, czym jest owa czystość formy.

Dzięki niej można nie tylko usłyszeć, jak ważna jest cisza w muzyce, jakie znaczenie ma kontrolowanie jej trwania, jak inspiruje i pozwala poczuć przestrzeń oraz uwolnić od wszelkich ograniczeń, ale również jak pojedyncze dźwięki faktycznie układają się w melodię.

Dzięki temu, z otwartymi ustami chłonie się utwór Leonarda Cohena, z totalnym zdziwieniem przyjmuje Colemana, z zaskoczeniem odkrywa, że to np. Will.I.Am.

Ale nie trzeba tego odgadywać. Od razu grają melodię, by nie odstraszyć mniej wytrawnych słuchaczy. Potem wciągają w coraz trudniejsze formy muzyczne, w których pojedyncze dźwięki albo nawiązują do granej wcześniej melodii, albo stanowią dobrze nam znane emocje, uruchamiając lawinę osobistych przeżyć.

Bo Till Bronner i Dieter Ilg potrafią zagrać wszystko! I tyle.

Tak, niech żałują wszyscy, których zabrakło na Lotos Jazz festival Bielska Zadymka Jazzowa w tym roku. A za rok… tak, do zobaczenia za rok:).

Poleć znajomym / udostępnij: