Piotr Bielawski Radio

Ether jazzu – blog na temat muzyki Piotra BielawskiegoPiotr Bielawski Blog:

Ostatnio napisałem:

Unobtainum w Szafie – piszę, bo nie mogę zapomnieć:)…

Unobtainum w klubie Szafa – 10.03.2014.

Zaczynam pisać o tym koncercie dwa dni później nie dlatego, że wcześniej się zastanawaiałem, czy warto o nim w ogóle wspominać.
Nie chcę się również zasłaniać brakiem czasu, choć mógłbym tak zrobić, odwołując do nieustannego nakładania się przeróżnych spraw i ważnych rzeczy do zrobienia.

Twierdzę, że nie powinniśmy się usprawiedliwiać przysłowiową gonitwą w naszym życiu, a za każdym razem korzystać z podarowanej chwili, zatrzymującej nas w biegu, przynoszącej nam wytchnienie, zabierającej w nieoczekiwaną podróż do czasów, bądź niesamowitych miejsc, o których nie marzyliśmy z powodu przeróżnych okoliczności.

A Unobtainum zabiera nas właśnie w taką podróż. Marek Jakubowicz wspomniał, że wyruszymy ze skandynawii, a podążymy do Persji i daleko na wschód…

Na scenie wymieniony Marek Jakubowicz – gitary, sitar; Michał Ruksza – piano.
Dwóch ludzi i ogrom muzyki, jak się zdawało. Doskonale rozumieli, czym jest cisza, używając jej brzmienia nie tylko jako pogłosu. Najczęściej stawała się nierozerwalną częścią kompozycji, aż w pewnym momencie poczułem, jakby pozwalali jej wręcz improwizować na zadany temat.

Nie mogę zapomnieć momentu, gdy zrozumiałem, że grają tak naprawdę w trio. Zacząłem rozważać, jak to się dzieje, że potrafią współbrzmieć z przestrzenią, która przecież ciągle się zmienia – w zależności od klubu, w którym wystepują.

Podstawą jest na pewno kulturowość wykonywanej muzyki. Ale przecież wielu gra muzykę skandynawską, albo inspiruje się brzmieniem dalekiego, czy bliskiego wschodu, więc skąd oryginalność tego projektu?

Wyróżnikiem w przypadku Unobtainum staje się osobiste podejście do wspólnego tworzenia, opartego na opowiadaniu historii. To forma bardzo uniwersalna, bowiem zwyczajna opowieść może dotyczyć każdego z nas, bez względu gdzie się znajdujemy, czym się zajmujemy, czego pragniemy.

Uniwersalne są przede wszystkim emocje, którymi dzielą się ze słuchającymi, najczęściej milczącymi świadkami przedstawianych wydarzeń.

Tak, myślą obrazami, w których nieustannie coś się dzieje. Jest w nich niesamowita ilość szczegółów wypełniających całą przestrzeń. To głosy, fragmenty rozmów, gwar ulicy i zupełne uspokojenie, jakbyśmy się nagle znaleźli poza miastem.
To szelest traw, a także wiele nierozpoznawalnych dźwięków dla kogoś, kto nigdy nie miał przyjemności pojechać w rejony, z których pochodzą inspiracje dla tych utworów.

Odszukanie własnych emocji staje się prostsze, gdy tworzenie opiera się na zrozumieniu pomiędzy zaledwie dwoma muzykami. W tym bez wątpienia osobliwość ich grania.

Potem znaczenie zaczyna mieć cisza, która tylko czeka, w jakim kierunku podążą w poszukiwaniu odpowiedniego brzmienia. Dzięki temu zmienia się oblicze tego samego Unobtainum, pozostając nadal taką samą podróżą.
Jakbyśmy się wybrali w to samo miejsce, postrzegając jego piękno przez pryzmat zmieniających się w nim wydarzeń.

Powinienem zaznaczyć także umiejętności improwizatorskie duetu Unobtainum, precyzyjne dobieranie odpowiednich barw i dźwięków, w czym niebagatelne znaczenie ma sitar, w sposób naturany przenoszący nas w odpowienie obszary geograficzne, a także docenić poszczególne kompozycje, ale… chyba oczywiste, że opisywana podróż nie miałaby sensu bez dopracowania tych podstawowych elementów.

Zresztą, proszę samemu się wybrać i sprawdzić, czy mam rację twierdząc, że potem nie można zapomnieć Unobtainum.
Ja, oczywiście się znowu wybiorę:).

Poleć znajomym / udostępnij: